Język tej poezji wydaje się wszelako najciekawszy nie przy analizie poszczególnych sformułowań, lecz przy analizie poszczególnych wierszy, poszczególnych całości.

Oto “Koloratura” – wiersz o śpiewaczce. Jaki jest jego język, jego styl, jego konwencja? To stylizacja-parodia libretta operowego. Przeprowadzona i ze znawstwem, i z żartobliwym wdziękiem doskonała robota poetycka, zasługująca na osobną analizę. Sztukmistrzostwo, ale – wielostronnie – sfunkcjonalizowane. Zamknięty został w tej zabawie poetyckiej cały dramat, cały fragment duchowej biografii. Od naiwnego optymizmu:

Człowieka przez wysokie Ckocha i zawsze kochać chce

poprzez moment zachwiania się, przerażenia, aż po odzyskanie – innej już niż poprzednio, dojrzałej – równowagi psychicznej i miłości do ludzi. I jeśli słowa:

O nie! O nie! W godzinie złejnie trzeba spadać z miny swej

brzmią jeszcze tonem żartobliwej parodii, to już w zakończeniu – kapitalnie trawestującym utarty, przysłowiowy zwrot – występuje ton serio:

gdzie wraca w kryształ vox humanai brzmi jak światłem zasiał.

Cała ta konwencja została wystudiowana i przemyślana jako przedmiot parodii – dla jednego jedynego wiersza. Tego rodzaju – delikatne – stylizacje-parodie pojawiają się u Szymborskiej niejednokrotnie. Ale – za każdym razem – nawiązują do innego wzorca, mają odmienne proporcje powagi i żartu, inaczej bywają sfunkcjonalizowane.

A oto konwencja najzupełniej już odmienna: “Pieta”. Maksymalnie prosty i sprozaizowany język trybu bezokolicznikowego w jego formie dokonanej, a funkcji imperatywnej przeplata się tu z równie oszczędną i prostą mową pozornie zależną. To rozmowa z matką rozstrzelanego ongiś bohatera: wyrażająca i dyskrecję wobec cudzego nieszczęścia, i poczucie jakiejś, niemożliwej do przezwyciężenia, powierzchowności, nieistotności, zdawkowości tego rodzaju rozmów i spotkań:



2 из 74