
Wyprostował się w środku sali zdając się ją wypełniać swą potężną, odrażającą postacią. Należąc do świata wysokiej grawitacji i niskich temperatur, Skontarianie byli jednak rasą olbrzymów, powyżej dwóch metrów wzrostu, tak przy tym rozrosłych wszerz, iż wyglądali na krępych. Można ich było uznać za człekokształtnych, jako że byli dwunogimi ssakami, ale na tym właściwie kończyło się podobieństwo. Spod szerokiego, niskiego czoła i nawisłych brwi Skorrogana patrzyły bystre, złociste, krogulcze oczy. Dół twarzy wyglądał jak ścięty pysk, szczeki miał wypełnione straszliwymi, kłami, krótkie uszy osadzone wysoko na okazałej czaszce. Krótka, brunatna sierść pokrywała muskularne ciało aż po czubek ruchliwego ogona, z głowy i szyi spływała rudawa grzywa. Nie bacząc na tropikalną, jak na niego, temperaturę, przybrany był w ceremonialne futra i skóry i wydzielał ostry zapach potu.
— Książę spóźnił się — z wątpliwą uprzejmością rzekł jeden z ministrów. — Mam nadzieję, że nie zaistniały jakieś poważne przeszkody.
— Nie — odparł Skorrogan. — Po prostu przeliczyłem się z czasem. Przepraszam — dodał niezbyt przepraszającym tonem, opadł ciężko na najbliższy fotel i otworzył tekę. — Przystąpimy do interesu, panowie?
— Mm… chyba tak — Dalton zasiadł pośrodku długiego konferencyjnego stołu. — Właściwie, w tej wstępnej rozmowie nie będziemy się zbytnio zajmować cyframi i faktami. Chcemy tylko uzgodnić cele podstawowe, ogólne zasady polityki.
— Naturalnie, będziecie chcieli zapoznać się dokładnie z obecnym stanem zasobów Avaiki i Skangu, jak również allańskich kolonii — powiedział swym łagodnym głosem Vahino. — Rolnictwo na Cundaloa i kopalnie Skontaru już teraz mają znaczną wydajność, a z czasem gospodarka powinna osiągnąć samowystarczalność.
— Będzie to także kwestia wyszkolenia — rzekł Dalton. — Poślemy cały zastęp ekspertów, doradców technicznych, nauczycieli…
— Ponadto — zaczął szef sztabu — wyniknie kwestia zasobów wojennych…
