Nic. Rozległ się daleki głos, jakby trąbki pocztyliona, czworo owalnych drzwi u końca przejść między siedzeniami rozwarło się, do wnętrza wtargnął głuchy, wszechogarniający szum, jakby morza. Głosy powstających z miejsc pasażerów utonęły w nim bez śladu. Siedziałem dalej, a oni wychodzili, szeregi sylwetek migały na tle zewnętrznych świateł zielono, lila, purpurowo — istny bal maskowy. Już wszyscy wyszli. Wstałem. Obciągnąłem machinalnie sweter. Jakoś głupio tak z pustymi rękami. Przez otwarte drzwi ciągnął chłodniejszy powiew. Odwróciłem się. Stewardessa stała przy ściance działowej, nie dotykając jej plecami. Na jej twarzy gościł wciąż ten sam pogodny uśmiech, skierowany do pustych rzędów foteli, które teraz zaczęły z wolna zwijać się, składać, jak jakieś mięsiste kwiaty, jedne szybciej, inne odrobinę wolniej — to był jedyny ruch w tym wypełniającym wszystko, płynącym przez owalne otwory, przeciągłym szumie, przywodzącym na myśl otwarte morze. — Nie chcę, żeby t o mnie dotykało! — Nagle doszukałem się w jej uśmiechu czegoś niedobrego. Od wyjścia powiedziałem:

— Do widzenia…

— Do usług.

Znaczenia tych słów, tak osobliwych w ustach młodej, ładnej kobiety, nie uświadomiłem sobie od razu, bo dobiegły mnie, kiedy już odwrócony wychylałem się przez drzwi. Chciałem postawić nogę na stopniu, ale nie było go. Między metalowym kadłubem a krawędzią peronu ziała metrowa szczelina. Tracąc równowagą, nie przygotowany na taką pułapkę, dałem niezgrabnego susa i, już w powietrzu, poczułem chwytający mnie jakby od dołu strumień niewidzialnej siły, tak że przepłynąłem nad pustką i zostałem miękko postawiony na białej nawierzchni, która poddała się elastycznie. Musiałem, lecąc, mieć niezbyt mądrą minę — poczułem kilka rozbawionych spojrzeń, tak mi się przynajmniej wydało, zawróciłem szybko i poszedłem wzdłuż peronu. Pocisk, którym przybyłem, spoczywał w głębokim łożu, oddzielony od krawędzi peronów nie zabezpieczonym niczym rozziewem. Niby niechcący zbliżyłem się do tej pustki i powtórnie uczułem niewidzialną sprężystość, która nie dała mi wykroczyć poza biały brzeg. Chciałem szukać źródła tej osobliwej siły, ale nagle jakbym się ocknął: byłem na Ziemi.



5 из 235