
Plotka dotarła też do spiczastych uszu krasnoludów.
— Potrafimy?
— Nie mam pojęcia. Ja na przykład nie potrafię.
— No tak, ale gdybyś potrafił, i tak byś się nie przyznał. Ja bym się nie przyznał, gdybym potrafił.
— A potrafisz?
— Nie.
— Aha!
* * *
Plotka dotarła do uszu Nocnej Straży, a konkretnie oddziału pełniącego służbę przy bramie, o dziesiątej wieczorem w lodowatą noc. Służba przy bramie w Ankh-Morpork nie jest wymagająca. Polega głównie na machaniu ręką i przepuszczaniu wszystkiego, co zechce przejechać przez bramę, chociaż w ciemności i zimnej mgle ruch był minimalny.
Kulili się pod łukiem bramy i wspólnie palili jednego wilgotnego papierosa.
— Nie można zamienić czegoś w coś innego — stwierdził kapral Nobbs. — Alchemicy próbują to zrobić od lat.
— Ale na ogół potrafią zamienić budynek w dziurę w ziemi — zauważył sierżant Colon.
— O to mi właśnie chodzi — zgodził się kapral Nobbs. — Niemożliwe. To ma związek z pierwiastkami. Jeden alchemik mi tłumaczył. Wszystko jest zrobione z pierwiastków, tak? Ziemia, Woda, Powietrze, Ogień i… cóś. Powszechnie znany fakt. I we wszystkim one są wymieszane tak jak należy.
Zatupał, żeby trochę rozgrzać stopy.
— Gdyby dało się zmienić ołów w złoto, wszyscy by to robili — dokończył.
— Magowie to robią — przypomniał sierżant Colon.
— No wiesz, magia… — Nobby machnął ręką.
Duży wóz wytoczył się z żółtych oparów i wjechał w bramę, ochlapując Colona wodą z kałuży — obiektu charakterystycznego dla dróg przelotowych Ankh-Morpork.
— Przeklęte krasnoludy — mruknął Colon, gdy wóz odjechał w stronę miasta. Ale nie mruknął zbyt głośno.
— Sporo ich popychało ten wóz — stwierdził refleksyjnie kapral Nobbs.
Wóz, kołysząc się, zniknął za zakrętem.
— To pewnie całe to złoto.
