
Kochający krasnoludzi rodzice w całych górach czule przechowywali listy wyglądające mniej więcej tak:
Kochani [Mamo Tato]
No więc dotarłem tu bez kłopotów i zatrzymałem się, przy [Kogudziobnej 109, Mroki, Ankh-Morpork]. Wszystko dobrze. Mam dobrą posadę pracuyę, dla [p. G.S.P. Dibblera, przedsiębiorcy handlowego] i będę yuż niedługo zarabiał dużo pieniędzy. Pamiętam wszyskie wasze dobre porady, nie piyę, w barach i się nie zadayę ze Trollami. No i to hyba tyle, muszę iźć, mam nadzieyę, że niedługo znóf zobaczem was i [Emelic], wasz kochayący syn
…który zwykle chwiał się nieco, kiedy dyktował. To było łatwo zarobione dwadzieścia pensów, a w ramach usługi dodatkowej William starannie dobierał ortografię, by odpowiadała klientowi, i pozwalał wybierać własną interpunkcję.
Tego konkretnego wieczoru, kiedy deszcz ze śniegiem spływał rynnami na zewnątrz jego kwatery, William siedział w malutkim gabinecie nad Gildią Iluzjonistów i pisał starannie, nieuważnie słuchając smętnego, ale skrupulatnego katechizmu przyszłych iluzjonistów z kursu wieczorowego, odbywającego się w sali na dole.
— …uważajcie. Gotowi? Dobrze. Jajko. Kieliszek…
— Jajko. Kieliszek — powtarzała apatycznie klasa.
— …Kieliszek. Jajko…
— Kieliszek. Jajko.
— …Magiczne słowo…
— Magiczne słowo…
— Fazammm. I gotowe. Ahahahahaha…
— Faz-ammm. I gotowe. Aha-ha-ha-ha-ha…
