
Miała wielkie szanse nią zostać.
Znajdujący się kilka kilometrów od Rzymu tysiącakrowy majątek zachwycił ją, a szczególnie oczarował ją stojący na wzniesieniu wiekowy pałac. Mogła godzinami chodzić po korytarzach i pokojach, podziwiając obrazy i dzieła sztuki. Towarzyszył jej Gustavo, z przejęciem opowiadając o przodkach, którzy patrzyli na nich z portretów i ożywali dzięki jego opowieściom. Joanna z kolei zaimponowała mu swoją wiedzą historyczną.
– Bardzo wiele wiesz na ten temat – stwierdził z prawdziwym uznaniem. – Zwłaszcza o moim kraju.
– To moja pasja. Pewnie wybrałabym studia archeologiczne, gdybym… – Omal nie powiedziała „gdybym nie wychodziła za mąż", lecz zdołała ugryźć się w język.-… gdybym nie była taka niezdecydowana.
Codziennie jeździli konno po okolicy, a Joanna przez cały czas czekała na to jedno pytanie. Któregoś dnia, gdy spacerowali po lesie, Gustavo zagadnął:
– Podoba ci się mój dom, Joanno?
– Ogromnie! – zapewniła gorąco.
– A czy byłabyś szczęśliwa, mieszkając w nim przez resztę życia?
To były jego oświadczyny.
Przyjęła je tak szybko, że później rumieniła się na samo wspomnienie. A kiedy ją pocałował, zapomniała o całym świecie. Mimo to nawet wtedy zachowała się z pewną rezerwą, postanawiając w pełni poddać się namiętności, dopiero kiedy przekona się, że i on żywi do niej równie głębokie uczucie.
Ślub miał odbyć się w Anglii dwa miesiące później. Dwa tygodnie przed ustaloną datą Gustavo przyjechał wraz z rodziną do Rannley Towers, gdzie wydano serię przyjęć dla coraz liczniej przybywających gości. Przez ten cały czas, kiedy się nie widzieli, narzeczeni korespondowali ze sobą, a ich listy dotyczyły różnych spraw praktycznych, nigdy uczuć, lecz Joanna zapomniała o tym, gdy tylko znów miała go przy sobie.
