
– A gdyby nie zwolniła cię z danego jej słowa? Ożeniłbyś się z nią?
Gustavo był wstrząśnięty.
– Oczywiście!
– Twoi rodzice zapewne nie byli zbyt szczęśliwi?
– Nie, ale nie mogli nic zrobić, bo moja narzeczona przedstawiła to jako naszą wspólną decyzję, ja tylko przytakiwałem, w sumie chyba trochę wyszedłem na idiotę. Ojciec nie mógł mi darować, że rodzina straciła taką okazję.
– Rozumiem, że Crystal nie wniosła do związku żadnego majątku?
– Owszem, wniosła, ale mniejszy.
– Jeśli ktoś mający takie poczucie obowiązku jak ty nie postawił na pierwszym miejscu dobra rodu, to Crystal naprawdę musiała cię opętać.
Skinął głową, przypominając sobie, jakie wrażenie na nim wywarła, gdy ją poznał. Zmysłowa, żywiołowa i beztroska, ciągłe się śmiała, była bardzo uczuciowa, a przynajmniej tak mu się wtedy wydawało. Dopiero później miał zrozumieć, że te jej swobodnie okazywane emocje są powierzchowne, że jest zupełnie niezdolna do prawdziwych, trwalszych i głębszych uczuć.
On sam z kolei uchodził za niewzruszonego, przy czym prawie nikt nie wiedział, że Gustavo nie mówi o swoich uczuciach właśnie dlatego, że przeżywa je niezmiernie intensywnie. Zbyt intensywnie, by poważył się to okazać.
Carlo jednak znał swego przyjaciela, wiedział, że temat jest dla niego bolesny, dlatego skierował rozmowę na inne tory.
– Ale rozmawialiśmy o pracy… Otóż im szybciej Fentoni i jego ludzie przeprowadzą tu badania, tym lepiej.
– Fentoni zapewne każe sobie słono płacić – zauważył cierpko Gustavo.
– Najlepsi zawsze kosztują – stwierdził sentencjonalnie Carlo.
– Crystal żąda zwrotu wszystkiego, co wniosła. Ma do tego prawo, ale jej roszczenia stawiają mnie w ciężkiej sytuacji.
– Może na tym odkryciu uda ci się zarobić.
– Niewątpliwie – rzekł bez przekonania Gustavo. – Dobrze, skontaktujmy się z Fentonim.
– Spróbuję od razu, po co czekać? Pozwolisz? – Carlo już sięgał po słuchawkę.
