
Ponownie odtworzył wszystko w pamięci i tym razem notował detale na czystej kartce:
Dziewczyna… Patrzyła prosto przed siebie i chyba nawet go nie zauważyła, kiedy ją mijał. Była czymś zaabsorbowana. Poznał to po jej spojrzeniu i tempie, w jakim szła. Miała plan – i nic poza nim się nie liczyło.
Kobieta i mężczyzna… Skręcił przed dom, zanim nadjechała biała furgonetka. Na pewno. Czy widzieli go w samochodzie? Nie. Mało prawdopodobne.
Chwila zawahania… Zdawało się, że śledzili dziewczynę, nawet jeśli tylko przez kilka metrów. Na pewno. Zupełnie jakby jej się przyglądali. Co stało się potem? Czy z nią rozmawiali? Zaprosili ją do furgonetki? Może była ich znajomą i zwyczajnie zaproponowali, że ją podwiozą. Nic ponadto.
Nie. O wiele za szybko odjechali.
Co zobaczył, kiedy skręcili za róg? Tablica rejestracyjna z Massachusetts: QE2D…
Próbował sobie przypomnieć pozostałe dwie cyfry, nie dał rady. Zanotował pierwsze cztery znaki. W sumie najlepiej pamiętał ostry odgłos przyspieszającej furgonetki.
A potem została czapka.
Trudno mu było sformułować w wyobraźni słowo „porwanie”, a nawet kiedy to zrobił, stwierdził, że ten wniosek jest po prostu głupi. Takie rzeczy nie zdarzały się w świecie, który znał. Żył w miejscu oddanym nauce, rozumowi, logice, a także – w mniejszym, ale istotnym stopniu – sztuce i pięknu. Należał do świata szkół i wiedzy. Porwanie – to okropne słowo pasowało do jakichś mrocznych zakątków, nieznanych w tej dzielnicy.
