Ale znowu nie miał wrażenia, że traci rozum. W zasadzie czuł się zupełnie nieźle. To, co się stało, wydawało się niegroźne, prawie jakby godziny przegadane z kimś, kto nie żyje od trzech lat, były przyjemnym zwyczajem – ot, rozmowa jak wiele innych, jakie często prowadzili przez lata małżeństwa. Gawędzili o jego pogłębiającej się samotności i o tym, dlaczego powinien dać parę wykładów pro bono na uniwersytecie, mimo że od jej śmierci był na emeryturze. Dyskutowali o nowych filmach, ciekawych książkach i o tym, co powinien wysłać siostrzenicom z Kalifornii na urodziny. Zastanawiali się, czy tego roku spróbować wymknąć się na Cape Cod na parę tygodni odpoczynku w czerwcu, zaraz po tym, jak tasergale i skalniki wyruszą w swoją doroczną wędrówkę, a zanim pojawią się żądne opalenizny tłumy objuczone lodówkami turystycznymi i parasolami plażowymi.

Kiedy siedział naprzeciwko neurologa, stwierdził w duchu, że popełnił straszliwy błąd, choć przez sekundę dopuszczając do siebie myśl, że halucynacja jest objawem choroby. Niepotrzebnie przeraził się tym sygnałem alarmowym i poszedł na badania. Powinien dostrzec plusy tego, co się stało. Został zupełnie sam i miło byłoby na resztę życia zaludnić swój świat osobami, które kiedyś kochał – czy nadal istnieją, czy nie.

– Pańskie objawy wskazują…

Nie chciał słuchać lekarza, który ma zakłopotaną, zbolałą minę i jest dużo młodszy od niego. To niesprawiedliwe, pomyślał, że dowie się o tym, że umrze, od kogoś tak młodego. Takie rzeczy powinien mówić siwowłosy dostojny medyk o dźwięcznym głosie znużonym latami doświadczenia, nie piskliwy chłopaczyna świeżo po podstawówce, taki co to nerwowo buja się na fotelu.

Nie podobał mu się ten sterylny, jasno oświetlony gabinet, z dyplomami w ramkach i drewnianymi biblioteczkami pełnymi medycznych tekstów, do których lekarz na pewno nigdy nie zajrzał.



2 из 396