Chyba że ja dopadnę cię pierwszy.

Miałeś już swoją szansę — odparł Decker. — Musiałeś mieć już wiele sposobności. Skończmy więc te pogaduszki. Nie chcesz mnie zabić tak samo, jak ja nie chcę zabić ciebie. Jedyne czego pragniesz, to kontynuować grę. A ja mam już dość twoich głupich gierek. Jestem głodny, zmęczony i chcę wreszcie iść do domu. Nie mam zamiaru bawić się w chowanego, ganiając za tobą po lesie.

W trakcie rozmowy zdążył się już zorientować, gdzie schował się Szeptacz i powoli ruszył szlakiem w kierunku miejsca, gdzie tamten siedział ukryty w zaroślach.

Tym razem ci się poszczęściło, powiedział Szeptacz. Znalazłeś kupę kamieni. Może nawet diamenty.

Cholernie dobrze wiesz, że to nieprawda. Byłeś tam ze mną. Cały czas mi się przyglądałeś. Wyczułem cię.

Ciężko pracujesz, kontynuował niezrażony Szeptacz. Powinieneś był znaleźć diamenty i przedtem, i teraz.

Nie szukałem diamentów.

Co robisz z kamieniami, które znajdziesz?

Po co zadajesz głupie pytania? Wiesz dobrze, co z nimi robię.

Oddajesz kapitanowi statku, który je sprzedaje w Gutshot. Robi z ciebie głupka. Dostaje za nie trzy razy więcej, niż mówi.

Tak mi się też wydawało, powiedział Decker. Ale co mi tam! Potrzebuje pieniędzy bardziej niż ja. Zbiera fundusze na kupno działki na planecie nazywanej Kwiatem Jabłoni. Skąd to nagłe zainteresowanie?

Nie sprzedajesz mu chyba wszystkiego?

Rzeczywiście, zatrzymuję sobie lepsze sztuki.

Mógłbym się nimi zająć.

Ty, Szeptaczu? I co byś z nimi zrobił?

Wyszłifował. Wypolerował. Okroił.

Umiesz szlifować kamienie, Szeptaczu?

Cóż, nie kończyłem żadnej szkoły, jeśli o to ci chodzi, Decker. Jestem tylko amatorem.



2 из 341