— Musisz poprosić o przeniesienie na pediatrię — skomentowała Joanna.

— Dzieci są gorsze od narkomanów — zatrzęsła się Vielle. — Zresztą jeśli się przeniosę, kto cię powiadomi o przypadkach śmierci klinicznej, zanim Mandrake się o nich dowie?

— Fakt, jesteś moją jedyną nadzieją uśmiechnęła się Joanna. — A właśnie, znasz może doktora Wrighta?

— Od lat szukam kogoś takiego* [Wright wymawia się tak samo jak „right” — odpowiedni, właściwy. (Wszystkie przypisy pochodzą od tłumacza).] — stwierdziła Vielle.

— Zdaje się, że będziesz musiała jeszcze poczekać — powiedziała Joanna. — To nie jest jeden ze stażystów lub rezydentów na oddziale nagłych wypadków?

— Nie wiem — odparła Vielle. — Kręci się tutaj mnóstwo ludzi, nawet nie próbuję zapamiętać ich nazwisk. Zwracam się do wszystkich: „Przestań” albo „No i co ty robisz?” Sprawdzę.

Weszły z powrotem do sali. Vielle chwyciła tablicę i przesunęła palcem po liście nazwisk.

— Nie. Jesteś pewna, że to ktoś z naszego szpitala?

— Nie — wyznała Joanna. — Ale jeśli będzie mnie szukał, jestem na szóstym piętrze w zachodnim skrzydle.

— A jeśli zjawi się ktoś po doświadczeniach granicznych i będę musiała cię znaleźć!

— Jestem w bufecie — uśmiechnęła się szeroko Joanna.

— Prześlę ci wiadomość na pager — uznała Vielle. — Zanosi się na pracowite popołudnie.

— Czemu?

— Pogoda na ataki serca — zaopiniowała Vielle, a na widok niepewnego spojrzenia Joanny pokazała palcem wejście na oddział nagłych wypadków. — Śnieg pada od dziewiątej rano.

Joanna wbiła zdumiony wzrok w punkt wskazany przez Vielle, lecz z miejsca, w którym stała, niczego nie dostrzegła.

— Cały ranek spędziłam u pacjentów, w pokojach z zaciągniętymi zasłonami. A także w gabinetach bez okien, na korytarzach i w windach.



9 из 856