Zniecierpliwiona, już chciałam odejść, kiedy nagle pojawiła się istota żeńska, wychodząca z hotelu, idąca w głąb placu, tak że oglądałam ją od tyłu. Chciwie wytężyłam wzrok.

Boże mój…! Czyżby to była nowa moda…?!

Spódnica wąska okropnie, jakby nic pod nią nie było, jasnej barwy, krótka straszliwie, ledwo do kostek, a nawet powyżej. Rozwiewała się nieco przy chodzie, zgadłam zatem, że z przodu zapewne ma godet szeroki, który ruchy umożliwia. Buciki… Czyż to buciki…? Czarne, dziwnie wielkie, do obory lepsze może nawet niż chodaki… Wzniosłam oczy wyżej, na ramionach bolerko osobliwe, frędzlami dołem obszyte, też owe frędzle powiewały i między nimi pas dawał się zauważyć. Nie żadna szarfa, tylko pas właśnie, szeroki i sztywny, jakby ze skóry zrobiony. Na ramieniu torbę dużą sama niosła… Czyżby to miał być strój myśliwski…?

I, o wszyscy święci, była bez kapelusza! Z gołą głową!!! I bez rękawiczek!!!

Nie, niemożliwe. Musiała to znów być jakaś sługa…

Ależ nawet sługa czepeczek by włożyła, a bodaj chustkę! Czy hotel się pali, a ona, jak stała, wybiegła? Ale nie biegła przecież wcale i nie krzyczała w przerażeniu…

Zmartwiała i skamieniała stałam przy tym oknie, kiedy znów nagle ujrzałam kobietę. Oderwałam wzrok od tamtej, bo ta wyglądała inaczej. Spódnicę miała równie krótką, żółtą, tyle że szerszą i fałdzistą, jakieś białe trzewiki na nogach, też dziwne, do papuci domowych podobne, ale większe, na górze zaś kabacik kolorowy, w kwiaty, luźny zupełnie, do bioder opadający. Figury jej wcale widać nie było, jak przystrojona i ruchoma kopa siana wyglądała. Na ramieniu jej wisiał jakby koszyczek duży i płaski, na rzemieniu długim. I też nie miała kapelusza!!!

Nie zdążyłam samej sobie powiedzieć, że chyba jednak tylko służbę hotelową i okoliczną oglądam, bo zapukano do drzwi i weszła pokojówka.

I teraz mi już mowę i wszystkie władze odjęło do reszty. Pomyślałam, że jednak śnię, niemożliwe, żeby to była jawa. Albo może chora jestem i mam zwidy jakieś straszne w malignie.



15 из 360