
Wstrząsające! Tkwiłam przy oknie jak przymurowana, usiłując przyswoić sobie owe widoki niewiarygodne, i nie wiem, jak długo pozostawałabym w stanie osłupienia absolutnego, gdybym nie ujrzała nagle mojego własnego stangreta. Przez moment nawet rozpoznać go nie mogłam, bo uniformu nie miał, osobliwie jakoś był ubrany. Chodził dookoła jednego z tych dziwnych stworów i takie czynił wrażenie, jakby przecierał jego szklane części. Niejasno dosyć pomyślałam, że skoro coś wygląda jak szkło, musi zapewne być szybą, w karecie także przecież mam szyby…
Na Boga, gdzie moja kareta…?!!! Gdzie konie…?!!!
Na widok stangreta osłupiałam jeszcze bardziej, ale wstąpiła we mnie nadzieja. Znajomy człowiek, własny sługa, zaufania w pełni godzien, może dowiem się czegoś od niego?
Rezygnując z poszukiwania dzwonka i zwykłych sposobów wzywania służby, chwyciłam ogromną klamkę, otworzyłam szerzej okno, które okazało się już uchylone, i zawołałam na niego, wzywając go gestem.
Spojrzał w górę, ukłonił się, to było w porządku. Przyszedł po dwóch minutach.
– Co to wszystko ma znaczyć? – spytałam, zamierzając to uczynić surowo, ale wypadło mi chyba dość rozpaczliwie. Zdziwił się wyraźnie.
– Już zmieniłem koło, proszę jaśnie pani – rzekł grzecznie. – W każdej chwili możemy jechać dalej, jak sobie jaśnie pani życzy.
– A gdzie jesteśmy?
Przyjrzał mi się nagle z lekkim jakby powątpiewaniem i niepokojem.
– W Charenton, jaśnie pani. W hotelu Mercure. Sama pani zdecydowała tu się zatrzymać, jak nam to koło wysiadło, a w serwisie nie mieli dla nas opony.
Coś mi w tym zabrzmiało znajomo.
– A oberża Pod Wesołym Merkurym…?
– A tak! – ucieszył się nie wiadomo z czego. – Zauważyła jaśnie pani? Trzymają tu jeszcze stary szyld, bo faktycznie to była kiedyś oberża “Pod Wesołym Merkurym”, chwalą się, że przeszło sto pięćdziesiąt lat mają tu zajazd. No, nie jest to najwyższa klasa, trzy gwiazdki, ale wygodny i pokoje były, bo to nie sezon. Nazwa im została, ale ogólnie przeszli pod zarząd takiej wielkiej spółki hotelarskiej i są w tym hotele Mercure. Rzecz jasna, wszystko przerobili.
