
— Recepcja poziomu kriogenicznego dla pasażerów — informowała winda. — Spełnia twoje wymagania, dotyczące chłodnego snu podczas lotu. Dziękujemy za skorzystanie z tej usługi.
Drzwi się otworzyły, a Volyova przekroczyła próg i przez lukę spojrzała w dól zbiegających się oświetlonych ścian szybu. Przejechała niemal całą długość statku (lub jego wysokość — statek kojarzył się z niezwykle wysokim budynkiem), a mimo to wydawało się, że szyb opada jeszcze niżej w nieskończone głębie. Statek był tak wielki — idiotycznie wielki — że umysł nie ogarniał tych rozmiarów.
— Dobrze, dobrze. Teraz się odchrzań z łaski swojej.
— Przepraszam?
— Zjeżdżaj.
Oczywiście winda i tak by tego nie zrobiła, przynajmniej nie z jakiegoś rzeczywistego powodu, chyba tylko żeby Volyovą wprawić w lepszy humor. Musiała poczekać — nie miała nic innego do roboty. W ogóle tylko Volyova — jedyny rozbudzony człowiek na statku — miała powody, by korzystać z windy.
Od szybu do miejsca, gdzie znajdował się kapitan, musiała dość długo maszerować. Nie mogła iść najkrótszą drogą, gdyż całe sekcje statku były niedostępne, roiły się od wirusów powodujących rozległe zakłócenia w funkcjonowaniu statku. Niektóre rejony były zalane środkiem chłodzącym, inne poddane inwazji znarowionych szczurów-woźnych, jeszcze inne patrolowane przez boje obronne, które oszalały i lepiej było ich unikać, chyba że miało się ochotę na trochę sportu. Niektóre wypełniał gaz trujący lub próżnia, albo charakteryzowały się zbyt wysokim poziomem promieniowania. O innych mówiono, że nawiedzają je duchy.
Volyova nie wierzyła w duchy (choć oczywiście posiadała własne, do których miała dostęp przez komorę pajęczą), ale pozostałe czynniki traktowała naprawdę bardzo poważnie. Do niektórych części statku w ogóle nie wchodziła nieuzbrojona. Jednak otoczenie kapitana znała dość dobrze i nie były jej potrzebne dodatkowe środki ostrożności.
