Zaciągnął się, przymykając oczy, natychmiast z wysiłkiem zakasłał, posiniał, zatrząsł się, spod bandaża wypłynęła kropla krwi i zastygła na policzku. Jak żywica. Gepard, nie odwracając głowy, wyciągnął rękę do tyłu i pstryknął palcami. Zerwałem manierkę z pasa, podałem ją Gepardowi. Baron wypił kilka łyków i jakby poczuł się lepiej. Dwaj pozostali ranni leżeli nieruchomo — może spali, a może byli już martwi. Sanitariusze patrzyli na nas z lękiem. Nawet nie patrzyli, ale raczej spoglądali.

— Jak dobrze… — powiedział baron Tregg, zwracając manierkę. — Ilu masz ludzi?

— Czterdziestu — odparł Gepard. — Manierkę zatrzymaj… Zatrzymaj dla siebie.

— Czterdziestu… Czterdzieści Walecznych Kotów…

— Kociąt — powiedział Gepard. — Niestety… Ale zrobimy wszystko co będzie w naszej mocy.

Baron patrzył na niego spod osmalonych brwi. W oczach miał udrękę.

— Słuchaj, bracie-rycerzu — powiedział. — Nie został mi ani jeden człowiek. Wycofuję się od samej przełęczy, trzy doby nieprzerwanej walki. Szczurojady jadą na pancerkach. Spaliłem ze dwadzieścia. Dwie ostatnie wczoraj… tu, na samym skraju wsi… zobaczysz. Ten sztabs-major… bałwan i tchórz… stare próchno… Chciałem go zastrzelić, ale nie miałem już ani jednego naboju. Możesz to sobie wyobrazić? Ani jednego naboju! Siedział we wsi ze swoimi tapirami i patrzył, jak nas palą jednego po drugim… O co to ja chciałem cię zapytać…? Aha! Gdzie jest brygada Gagrida? Radiostację rozwaliło… Ostatni radiogram: „Trzymajcie się, brygada Gagrida jest blisko”… Papierosa… I zawiadom sztab, że osiemnasty samodzielny przestał istnieć.

Teraz już majaczył. Jego wściekłe oczy zasnuła mgła, język odmówił posłuszeństwa. Opadł na plecy i wciąż mówił, mówił, mamrotał, chrypiał, a jego szponiaste palce niespokojnie wędrowały, to szarpiąc brzeg maty, to kombinezon. Potem nagle ucichł w pół słowa. Gepard wstał, nie spuszczając oczu z odrzuconej do tyłu twarzy, powoli wyciągnął papierosa, szczęknął zapalniczką, potem pochylił się i zapalniczkę wraz z papierośnicą włożył w zakrzywione palce, palce się zacisnęły, a Gepard bez słowa zawrócił i ruszyliśmy dalej.



3 из 103