
— Tak. — Wiatr wydał się dziewczynce cieplejszy, przynosił intensywną woń morza.
— To zagarniaj go ramionami, poddawaj się jego podmuchom.
Przymknęła oczy i usiłowała wyczuć ramionami powiew wiatru.
Po chwili zaczęła się przemieszczać.
Lotnik już od jakiegoś czasu biegł po piasku w taki sposób, jakby napierał na niego wiatr. Poruszał się zgodnie z podmuchami bryzy, gwałtownie zmieniając kierunek. Dziewczynka rozpostarła ramiona. Wydawało jej się, że wiatr przybiera na sile. Kiedy mężczyzna pędził, ona sama gwałtownie podskakiwała na jego barkach czując, że porusza się coraz szybciej.
— Przez ciebie wlecę do wody! — wrzasnął. — Skręcaj, skręcaj!
W tym momencie dziewczynka przechyliła swoje skrzydła, tak jak czynili to wielokrotnie obserwowani przez nią lotnicy; opuściła jedną rękę, a druga znalazła się w górze. Lotnik skręcił w prawo i zaczął krążyć w kółko, aż wreszcie dziewczynka ponownie wyprostowała ramiona i mężczyzna zboczył z trasy, którą przebył.
Biegł niestrudzenie, a jego „pasażerka" leciała unoszona wiatrem; byli zziajani i roześmiani.
Wreszcie lotnik zatrzymał się.
— Wystarczy — powiedział. — Początkujący lotnik nie powinien przebywać w górze zbyt długo. — Zdjął dziewczynkę z ramion i uśmiechając się, postawił ją na piasek. — No!
Na skutek niedawnych manewrów miała obolałe ramiona, lecz rozsadzało ją podniecenie, choć wiedziała, że w domu nie obędzie się bez lania. Słońce znajdowało się już wysoko ponad linią horyzontu.
— Dziękuję — powiedziała, wciąż jeszcze nie mogąc złapać tchu po swoim pierwszym lataniu.
— Nazywam się Russ — rzekł lotnik. — Jeśli będziesz chciała znowu polatać, przyjdź się ze mną spotkać. Nie mam swoich własnych małych lotników.
Dziecko ochoczo skinęło głową.
