
I czekał, ufny w swoją moc.
I był przy tym tak zadufany, że nie bał się ani trochę.
Nic więc nie wystrzeliło z jego oczu, nic, poza pełnym politowania współczuciem.
Więc Rabd wystrzelił z miotacza do tej wstrętnej, ohydnej, strach budzącej, płaskookiej istoty i zabił ją na miejscu. I czule objął mackami swoją narzeczoną. I wrócił do domu, gdzie czekała nań sława bohatera.
