Sędzia odzyskał świadomość w gabinecie, zażył tabletki i poinformował asystentów, że chce jechać do domu. Kline dał znać FBI i po kilku minutach wózek z Rosenbergiem znalazł się bezpiecznie w mikrobusie należącym do sędziego, zaparkowanym w podziemiach. Samochodu pilnowało dwóch agentów FBI. Frederic, pielęgniarz sędziego, zabezpieczył wózek pasami, a za kierownicą mikrobusu usiadł sierżant Ferguson z policji Sądu Najwyższego. Sędzia nie życzył sobie agentów w mikrobusie. Mogli co najwyżej jechać za nim, a potem pilnować miejskiej posiadłości, parkując na ulicy, co i tak należało uznać za wyraz nadzwyczajnej ustępliwości Rosenberga, który nie ufał gliniarzom, a o agentach FBI nie chciał nawet słyszeć. Nie potrzebował ochrony.

Na ulicy Volty w Georgetown mikrobus zwolnił, po czym wjechał tyłem na krótki podjazd. Pielęgniarz wraz z Fergusonem ostrożnie wprowadzili wózek do domu. Agenci przyglądali się wszystkiemu z ulicy, siedząc w czarnym rządowym dodge’u. Trawnik przed siedzibą sędziego był niewielki, toteż samochód agentów stał o kilka stóp od frontowych drzwi. Dochodziła szesnasta.

Po kilku minutach z domu wyszedł – zgodnie z życzeniem sędziego – sierżant Ferguson i zaczął rozmawiać z agentami. Przed tygodniem – po wielu debatach – Rosenberg zgodził się w końcu na to, by Ferguson każdego popołudnia dokonywał cichej inspekcji wszystkich pokojów na górze i na dole. Potem sierżant musiał opuścić dom. Dokładnie o dwudziestej drugiej wolno mu było objąć wartę pod drzwiami; schodził z niej o szóstej rano. Sędzia nie zgadzał się na żadnego innego policjanta oprócz Fergusona i sierżant był już naprawdę zmęczony pracą po godzinach.

– Wszystko w porządku – poinformował agentów. – Wracam o dziesiątej.



25 из 371