
– Jeszcze żyje? – spytał jeden z ludzi siedzących w samochodzie. Była to standardowa wymiana zdań.
– Obawiam się, że tak – odparł Ferguson i ciężkim krokiem ruszył ku mikrobusowi.
Frederic, pielęgniarz sędziego, był pyzatym, niezbyt silnym mężczyzną, ale obsługa pacjenta nie wymagała od niego specjalnego wysiłku. Ułożywszy odpowiednio poduszki, Frederic podniósł Rosenberga z wózka i ułożył go ostrożnie na sofie, na której sędzia spędzi bez ruchu następne dwie godziny, przysypiając i oglądając CNN. Frederic przygotował sobie kanapkę z szynką i talerzyk ciasteczek, po czym zaczął przeglądać leżący na kuchennym stole egzemplarz “National Enquirer”. Rosenberg zabełkotał coś głośno i zmienił kanał za pomocą pilota.
Dokładnie o siódmej na stole pojawił się dietetyczny obiad sędziego, składający się z rosołu, gotowanych ziemniaków i duszonej cebuli. Frederic, posadziwszy starca na wózku, przewiózł go do jadalni. Rosenberg upierał się, by samemu posługiwać się sztućcami, i nie był to najelegantszy widok. Frederic oglądał telewizję. Później przyjdzie mu posprzątać cały poobiedni bałagan.
O dziewiątej Rosenberg był już wykąpany i ubrany w piżamę i szlafrok. Leżał, dokładnie okryty kołdrą. Łóżko było wąskie, rozkładane, o jasnozielonej szpitalnej barwie. Sędzia sypiał na twardym materacu, mając w zasięgu ręki przycisk przywołujący pielęgniarza. Łóżko miało opuszczane boczne ścianki, których Rosenberg nigdy nie pozwalał podnosić. Stało w pokoju za kuchnią, służącym mu przez trzydzieści lat – aż do pierwszego wylewu – jako niewielka pracownia. Pomieszczenie przypominało teraz salę szpitalną, czuć w nim było środki dezynfekcyjne i zbliżającą się śmierć. Obok łóżka stał duży stół z lampą szpitalną i co najmniej dwudziestoma buteleczkami lekarstw. Regały wokół ścian szczelnie wypełniały grube i ciężkie księgi prawnicze. Pielęgniarz usiadł jak zwykle obok stołu, w pamiętającym lepsze czasy rozkładanym fotelu, i zaczął czytać sędziemu raporty. Robił to, dopóki nie usłyszał chrapania, rozlegającego się co noc mniej więcej o tej samej porze. Czytając wymawiał starannie i bardzo głośno słowa, a Rosenberg – mimo że sztywny i nieruchomy – słuchał go uważnie i chłonął treść raportu. Dzisiejsze podsumowanie dotyczyło sprawy, w której Rosenberg miał wydać orzeczenie większości.
