— Dałbyś radę? Jak myślisz? — zapytał Barnett.

— Czemu nie — powiedział Agee. — Najważniejsze, że napęd jest konwencjonalny. Mechanizmy pomocnicze to drobiazg — istoty oddychające tlenem stosują podobne metody kontroli napędu. Na pewno się połapie, to tylko kwestia czasu.


— Ktoś idzie! — zawołał Victor.

Rzucili się do włazu. O trzysta jardów od statku zaczynał się wystrzępiony las. Jakaś figura wyłoniła sie spomiędzy drzew i zmierzała w ich stronę.

Agee i Victor równocześnie wydobyli miotacze.

Lornetka Barnetta pozwoliła określić figurę jako równoległobok mierzący około dwóch stóp wysokości na jedną stopę szerokości. Grubość obcego nie sięgała dwóch cali. Głowy nie miał.

Barnett zmarszczył brwi. Nigdy jeszcze nie widział czworokąta płynącego w powietrzu nad wysoką trawą.

Kiedy wyostrzył lornetkę, okazało się, że obcy ma w sobie coś z humanoida.

Sciślej rzecz ujmując, miał cztery kończyny. Dwóch z nich, prawie niewidocznych przez trawę, używał do chodzenia, podczas gdy dwie pozostałe sterczały sztywno w przestrzeń. Pośrodku postaci Barnett z trudem wyróżnił maleńkie oczy i usta. Stworzenie nie miało na sobie żadnego ubrania ani kasku.

— Ciekawy typ urody — mruknął Agee, ustawiając aparaturę miotacza. — A może on jest sam?

— Miejmy nadzieję — powiedział Barnett, również wyciągając miotacz.

— Odległośc około dwa tysiące jardów — Agee wycelował broń, po czym podniósł wzrok. — A może pan kapitan życzy sobie najpierw z nim porozmawiać?

— Co tu gadać — uśmiechnął się leniwie Barnett. — Ale dajmy mu podejść bliżej. Szkoda by było spudłować.

Agee pokiwał głową i poprowadził obcego w oku celownika.


Kalen zatrzymał się na tym opuszczonym małym świecie z nadzieją zdobycia, metodą wysadzenia w powietrze, kilku ton erolu — minerału wysoko cenionego przez Mabogian. Nie miał szczęścia. Niezużyta bomba tetnitowa nadal spoczywała w jego cielesnej sakiewce, w towarzystwie zabłąkanego orzecha kerla.



4 из 28