
— W każdym bądź razie nie dotarł pan do miejsca przeznaczenia, które zostało wyszczególnione w pańskiej karcie podróży — podsumował Drayton.
— Nie — przyznał Maxwell.
— Czy może pan wytłumaczyć, co się stało?
— Mogę tylko przedstawić własne przypuszczenia. Wydaje mi się, że mój wzorzec falowy uległ odchyleniu. Możliwe też, że został on przechwycony, a potem skierowany pod inny adres. Początkowo podejrzewałem błąd transmitera, ale to raczej nieprawdopodobne. Transmitery są w użyciu od setek lat. Wszystkie błędy musiały zostać przez ten czas wyeliminowane.
— Czyżby sugerował pan porwanie?
— Może pan to potraktować i w ten sposób.
— I nadal nic mi pan nie powie?
— Wyjaśniłem już, że niewiele mam do powiedzenia.
— Czy ta planeta może mieć coś wspólnego z Kołowcami? Maxwell pokręcił głową.
— Nie mogę stwierdzić z całą pewnością, ale nie wydaje mi się to prawdopodobne. Na pewno nie spotkałem tam żadnego z nich i nic nie wskazywało na to, żeby mieli z tą planetą coś wspólnego.
— A czy kiedykolwiek widział pan Kołowca, Profesorze Maxwell?
— Tylko raz, kilka lat temu. Jeden z nich spędził miesiąc czy dwa w Instytucie Czasu. Widziałem go przelotnie.
— Zatem poznałby pan Kołowca, gdyby go pan zobaczył?
— Tak, z pewnością — odparł Maxwell.
— Mam zapisane, że wybierał się pan na jedną z planet Systemu Jenociej Skóry.
— Zrobił się tam szum wokół sprawy smoka — wyjaśnił Maxwell. — Niczym zresztą nie uzasadniony. Właściwie otrzymaliśmy bardzo skąpe informacje, zdecydowałem się jednak sprawdzić to na miejscu…
— Smoka? — spytał Drayton, unosząc wysoko brwi.
— Rozumiem, że komuś nie związanemu z moją dziedziną trudno jest pojąć doniosłość problemu smoka — powiedział Maxwell. — Rzecz w tym, że nie dysponujemy żadnymi zapisami, na podstawie których można by przeprowadzić dowód istnienia takiego stworzenia.
