Już byłam zdecydowana, już przywykłam do myśli, że będę grać rolę obcej osoby, już się nastawiłam na tę ryzykowną przemianę i trzy tygodnie niebezpieczeństw, już mi się to zaczęło wydawać realne i możliwe. Desperacki plan nie miał wprawdzie sensu za grosz, ale nie po raz pierwszy w życiu zamierzałam uczestniczyć w czymś, co nie miało sensu. Teraz jednakże zakwitły we mnie wątpliwości i zawahałam się.

– Wie pan… Ja nie wiem, czy to będzie dobrze – powiedziałam niepewnie. – Zaczynam się obawiać, że ten mąż zauważy różnicę. Ta pana Basieńka ma nieco odmienną osobowość…

Pan Palanowski zbladł.

– Jak to…? Przecież pani już wyraziła zgodę? Uważałem to za wiążące!

– Wiążące, wiążące… Zgodę, owszem, wyraziłam, ale nie mogę brać na siebie odpowiedzialności za rezultaty! Niechże się pan zastanowi, każde kiwnięcie palcem w tym obcym domu może mnie zdradzić!

Pan "Palanowski zsiniał na twarzy, omal się nie udusił. Czym prędzej, z namiętną gwałtownością, zaczął mi wyjaśniać, na czym polega zasadniczy podstęp. Przewidując zastępstwo, Basieńka już od pewnego czasu jęła przyzwyczajać męża do osobliwych wybryków, rezygnując z dotychczasowych obyczajów i wprowadzając nowe w sposób chaotyczny i niezorganizowany. Doszło do tego, że kiedyś wszystkie brudne talerze wyrzuciła za okno, a obrazy na ścianach przewiesiła tyłem do przodu. Raz zeszła ze schodów tyłem i na czworakach. Na pytania udziela odpowiedzi idiotycznych i nie związanych z tematem. Cokolwiek powiem czy zrobię, tego męża już nic nie zdziwi i w ogóle im więcej dziwactw wymyślę, tym lepiej. I w końcu to tak krótko, zaledwie trzy tygodnie…!

Moje wątpliwości zbladły, perspektywa takiej swobody w działaniu wyglądała nawet zachęcająco. Pan Palanowski czynił dzikie wysiłki, punkt po punkcie likwidując moje obawy i logicznie dowodząc, że szachrajstwo musi się udać. Do głupich wybryków zawsze miałam talent… Dałam się przekonać na nowo.



23 из 244