– No nie, nie to… Niezupełnie… Nie chodzi o to, żeby mieć, wystarczyłoby świadectwo lekarskie, oczywiście prawdziwe, żadne fałszerstwa nie wchodzą w rachubę…

Otworzyłam usta, żeby powiedzieć coś niewłaściwego, ale zamknęłam je czym prędzej. Oszołomił mnie obraz komplikacji, jakie pojawiły mi się natychmiast przed

oczyma duszy. Jasne, skoro chcą mieć dzieci, nie ma siły, muszą się przynajmniej spotkać, a jeśli ten mąż ją śledzi i urządza awantury na schodach… Zapewne wali także pięściami w drzwi… Trzeba mieć żelazne nerwy i w ogóle w takiej sytuacji. Co za dzieci z tego wynikną, oni pewnie chcieliby mieć normalne…

Nieszczęsny amant westchnął tak, że popiół z popielniczki poleciał mi do kawy. Spowodowało to lekkie zamieszanie i przerwę w konwersacji, bo sprawca czynu o mało nie oszalał z zażenowania i przestrachu. Zerwał się przepraszając, zabrał kawę z popiołem, zamówił mi następną, ubłagał, żebym pozwoliła mu za nią zapłacić. Przez ten czas moje zainteresowanie wydatnie wzrosło.

– No dobrze – powiedziałam z powątpiewaniem. – Zaciekawił mnie pan. Ale ciągle nie wiem, dlaczego mi pan to wszystko mówi. Do czego ja tu panu mam służyć?

– Zaraz do tego dojdę. Dziękuję, że pani zgadza się słuchać. Otóż sama pani widzi, że w tej sytuacji wszelkie nasze kontakty są właściwie nieosiągalne. Planujemy zatem wspólny wyjazd na jakieś dwa, trzy tygodnie, wszystko jedno dokąd. Ten mąż to oczywiście uniemożliwi albo zatruje nieznośnie. Musiałby o tym w ogóle nie wiedzieć, nawet się nie domyślać, a to się da załatwić tylko w jeden sposób…

Przerwał na chwilę i popatrzył na mnie wzrokiem skazańca, któremu pod szubienicą świta ostatnia iskierka nadziei.

– Proszę pani – powiedział z tłumionym żarem – niech pani nie wydaje okrzyków, niech pani nie przerywa! Oni ze sobą nie tylko nie żyją, oni nawet prawie nie rozmawiają. Prawie się nie widują. Między nimi trwa cicha wojna i ta rzecz jest możliwa…

Zaintrygował mnie tak, że wstrzymałam oddech.



8 из 244