Nikt z nas właściwie nic o niej nie wiedział, a teraz odkładane pytania pozostały bez odpowiedzi. Mogłam tylko pytać samą siebie, dlaczego nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby pytać ją. Dlaczego nigdy nie byłam ciekawa odpowiedzi?

Mama umarła dziesięć lat wcześniej. Chyba nawet ona nie znała odpowiedzi na niezadane pytania i wcale nie chciała ich znać.

Wdała się raczej w ojca, poważna, rzetelna, jak przystało na mieszkankę Nowej Anglii, chociaż dziadek aż taki nie był. Była jednak małomówna jak on i nieprzenikniona. Mało mówić, mało wiedzieć i nie wtykać nosa w tajemnice innych światów, czyli w życie innych. Chodziła do super marketu, kiedy była przecena pomidorów albo truskawek, a jako osoba praktyczna, która żyje w świecie materialnym, miała niewiele wspólnego z własną matką. Najlepiej pasowało do niej słówko solidna, a nie jest to pojęcie, które kojarzyłoby się z jej matką, babcią Dań, jak ją nazywałam.

Babcia Dań była jak z bajki. Eteryczna lekkość, złoty pyłek elfa, anielskie skrzydła, wszystko czarodziejskie, świetliste i pełne wdzięku. Te dwie kobiety były absolutnie do siebie niepodobne, i to właśnie babcia przyciągała mnie jak magnes, jej serdeczność i delikatność ujmowała mnie tysiącem niewymownie wdzięcznych gestów. To babcię Dań kochałam nad życie i to po niej tęskniłam tak rozpaczliwie w to śnieżne popołudnie w parku, głowiąc się, co ja bez niej pocznę. Umarła dziesięć dni wcześniej w wieku dziewięćdziesięciu lat.

Kiedy mama zmarła, a miała wtedy pięćdziesiąt cztery lata, było mi smutno, poza tym wiedziałam, że będzie mi jej brak. Będzie mi brak poczucia stałości, poczucia pewności, jakie mi zapewniała, miejsca, do którego mogłam wracać jak do domu. Ojciec ożenił się z jej najlepszą przyjaciółką w rok po śmierci mamy, ale nawet tym niespecjalnie się przejęłam.



2 из 151