
— Oczywiście, proszę pana — rzekł Gryns. — W takim razie sądzę, że wszystko jest w porządku. Czy zna pan warunki tej polisy?
— Myślę, że tak — odparł Barthold, który przez cały miesiąc studiował formularze Inter-Temporal.
— Polisa dotyczy życia ubezpieczonego — mówił pan Gryns — a okres tego życia mierzony jest wyłącznie w subiektywnym czasie fizjologicznym. Polisa chroni pana w przedziale tysiąca lat z obu stron Teraźniejszości. Ale nie dalej. Ryzyko jest zbyt wielkie.
— Nie mógłbym marzyć o niczym więcej — powiedział Barthold.
— Polisa zawiera też zwyczajową klauzulę dotyczącą rozdwojenia. Czy rozumie pan jej znaczenie i warunki?
— Sądzę, że tak — odpowiedział Barthold, który pamiętał ją słowo w słowo.
— Wszystko jest wobec tego w porządku. Proszę tu podpisać. I tutaj.
— Dziękuję — rzekł Barthold i naprawdę tak pomyślał. Wrócił do swego biura. Był kierownikiem działu sprzedaży w firmie Alpro (zabawki dla wszystkich epok). Oznajmił, że w celach handlowych niezwłocznie udaje się w przeszłość.
— Wspaniale! — wykrzyknął pan Carlisle, dyrektor Alpro. — Od dawna miałem nadzieję, że to zrobisz, Everett. — Wiedziałem o tym, panie Carlisle. Ale decyzję, proszę pana, podjąłem niedawno. Udaj się tam, pomyślałem, i sam sprawdź, co się dzieje. Wyszedłem więc, poczyniłem przygotowania i mogę już wyruszyć.
Carlisle poklepał go po ramieniu.
— Jesteś najlepszym szefem sprzedaży, jakiego Alpro kiedykolwiek miało. Bardzo się cieszę, że postanowiłeś wyruszyć.
— Ja także, panie Carlisle.
— Powodzenia! Przy okazji… — pan Carlisle uśmiechnął się szelmowsko — …mam pewien adres w Kansas City w roku 1895, który może cię zainteresować. Wiesz, teraz się tego tak nie buduje. A w San Francisco w roku 1840 znam…
