Ziętek założył robocze ubranie i wypił lurowatą kawę, po której znów zaczęło go mdlić.

– Co tak siedzisz? – usłyszał. – Długo tak będziesz się modlił?


Pięćdziesięcioletni siwy mężczyzna, który stał nad nim, trzymał w ręku wilgotnościomierz młotkowy.

– Wkrętaka nie będzie, wziął dzień wolny na żądanie.

Rury mu pękły w mieszkaniu czy coś takiego…

„Akurat”, pomyślał Ziętek i poczuł, że za chwilę wyleje się z niego niestrawiona wódka. Widomy dowód zbrodni popełnionej wczoraj z Wkrętakiem. Wstał ciężko. W głowie mu wirowało.

– A jak nie ma Wkrętaka, to masz. – Mężczyzna wręczył mu przyrząd służący do pomiaru wilgotności drewna. – No, ruszaj się!

Była ósma trzydzieści, gdy otworzyli drzwi suszarni. Ziętek wbijał wilgotnościomierz w tarcicę, a siwy zapisywał wyniki pomiaru.

– Wiesz co? – Ziętek odwrócił się w jego stronę. – Zrobimy pomiar, a potem pójdę do kanciapy, kimnę się z godzinkę, co? – Uderzył w kolejną partię tarcicy. – Zostanę dziś dłużej, co?

Mężczyzna milczał.

„Coś jest nie tak”, pomyślał Ziętek, „ten ciul chce mi dopiec, że niby jestem trochę zaprawiony, i nie zgodzi się”.

Nagle zrozumiał, co sprawiło, że jego gderliwy szef nie odpowiada.

Dźwięk. Inny dźwięk.

Wilgotnościomierz wbijany w tarcicę wydaje inny dźwięk. Ten był podobny do przytłumionego klaśnięcia.

Coś się nie zgadzało. I skąd taka wysoka wilgotność? Powinna być o wiele mniejsza. Uderzył młotkiem raz jeszcze.

Siwy wyciągnął rękę i gwałtownie, z okrzykiem obrzydzenia, ją cofnął. Zaczął się trząść.



4 из 210