Pod koniec maja Paterowi udało się dokończyć remont ciągnący się długimi tygodniami. Wymianę płytek ceramicznych na podłodze zaczynała ekipa, która po kilku dniach zrezygnowała i przeniosła się do Wielkiej Brytanii, pozostawiając nadkomisarza ze stosem materiałów budowlanych w małym przedpokoju. Z drugą ekipą było podobnie. Dopiero trzecia uporządkowała wszystko po poprzednikach, w czym niemałą zasługę miał aspirant Wieloch. Widząc nadkomisarza na skraju załamania nerwowego, postanowił zastosować – jak sam to określił – „czynnik perswazyjny”.

Pewnego dnia wszedł do mieszkania w falowcu na Przymorzu. W milczeniu przypatrywał się postępowi prac, po czym wyjął wódkę „Wyborową” i zaproponował robotnikom po kolejce z gwinta. Gdy wypił i otarł usta wierzchem dłoni, wyjął pistolet P-99. W ciszy, która zapadła w mieszkaniu, słychać było, jak sąsiedzi piętro niżej kłócą się, gdzie mają jechać na weekend.

– No więc jest tak – zaczął Wieloch, przeładowując broń – żeśmy się napili wódki. A po kielichu jesteśmy już kumplami, nie? A kumplom – teraz zdawało się, że waży pistolet w ręce – opowiada się o sobie. Opowiem wam, do czego to – podniósł P-99 do góry – często mi służy. Pokazuję to ludziom, którzy nie dotrzymują słowa.

I Wieloch roztoczył opowieść o tym – tak się wyraził – kogo ma na rozkładzie. I jak nienawidzi partaczy. I o tym, jak ceni zawodowców. I że nigdy jeszcze przed nim nikt nie uciekł.

– Więc, chłopaki, mam nadzieję, że też jesteście zawodowcami i że ten remont zrobicie szybko. I – zakończył przemowę – że ta wódka z wami nie była pomyłką. Że jesteśmy kumplami. Ja mogę pomylić się nie raz i nie dwa, ale mój przyjaciel – zawiesił głos i czule przejechał palcem po lufie pistoletu – nie myli się nigdy.

Klepnął oniemiałego Patera w ramię i wyszedł, zostawiając „chłopakom” napoczętą butelkę. W drzwiach jeszcze szepnął:

– Niech pan się nie martwi, szefie. Zobaczy pan, jak działa taki doping.



6 из 210