
Pater z sykiem, trzymając się za żebra, wstał z podłogi. Telefon znalazł w kuchni na nowym stole, którego blat pokryty był melaminą, podobno odporną na wilgoć i zarysowania. Zanim spojrzał na numer, już wiedział. To jednak nie mogła być ona. Nie miała tyle cierpliwości. Jego rozumowanie było słuszne. Na ekraniku migotało „Żarówa”. Nie wróżyło to nic dobrego. Ten pseudonim szef
Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku, inspektor Cichowski, zawdzięczał swojej łysej i jakby wypolerowanej czaszce. Żarówa dzwonił do Patera ze swojej prywatnej komórki po raz czwarty w historii ich współpracy.
Wiesz, co to jest MGM? – Cichowski zaczął bez wstępów.
– Ryczący lew.
Zapadła cisza.
– Metro-Goldwyn-Mayer. Taka stara wytwórnia filmowa. Ta z ryczącym lwem.
– Widzę, że humor ci przed urlopem dopisuje. MGM to Markowski-Gumowski-Misiak. Tartak koło Wejherowa, wiesz który?
Wiedział. Był tam kiedyś.
– Dwie godziny temu znaleźli tam zwłoki – ciągnął Cichowski.
– Co ja mam do tego? Przecież obiecał mi pan…
– Wiem, co obiecywałem – przerwał naczelnik. – Na miejscu są już ludzie z Wejherowa, ale poprosili nas o pomoc. Sprawa może być nietypowa… Wiesz, że nie mam kogo posłać. – Cichowski zaczął się nagle tłumaczyć. – Twój partner Światło jest na urlopie, inni zawaleni robotą. Zobacz, o co chodzi, najwyżej dowalimy komuś jeszcze jedną sprawę albo zepchniemy na Wejherowo.
Obaj milczeli. Na górze zaczęła się kolejna część koncertu na wiertarkę.
– Co to znaczy, że sprawa może być nietypowa? Kogoś pochlastali piłą? Wejherowska masakra piłą mechaniczną?
– Pater poczuł pulsowanie w okolicach żeber. Dotknął bolącego miejsca i skrzywił się. – Czy jest tam już lekarz?
