
* * *
— Komandor Pirx?
— Tak, to ja. Pan chciał mnie widzieć?
— Owszem. Dziękuję, że pan przyszedł. Proszę usiąść… Mężczyzna za biurkiem nacisnął guzik czarnego pudełka i powiedział:
— Będę teraz zajęty przez dwadzieścia minut. Nie ma mnie dla nikogo.
Wyłączył aparat i spojrzał uważnie na siedzącego.
— Panie komandorze, mam dla pana pewną — oryginalną — propozycję. Pewien — szukał przez sekundę słowa — eksperyment. Na wstępie jednak musiałbym prosić, aby pan zachował to, co powiem, w dyskrecji. Także, jeśli pan propozycję odrzuci. Czy pan się zgadza?
Przez kilka minut panowało milczenie.
— Nie — rzekł Pirx. I dodał: — Chyba że powie mi pan coś więcej.
— Pan nie należy do ludzi podpisujących cokolwiek in blanco? Właściwie mogłem się tego spodziewać po tym, co o panu słyszałem. Papierosa?
— Dziękuję, nie.
— Chodzi o rejs eksperymentalny.
— Nowy rodzaj statku?
