
Ludzie powtarzają czasem: „Za dawnych lat musieliśmy sami szukać sobie rozrywek”, jakby był to znak jakiejś moralnej przewagi. Może zresztą był, ale nikt by nie chciał, żeby to czarownica zaczęła się nudzić i szukać sobie rozrywek. Głównie dlatego, że czarownice miewają o rozrywkach najdziwniejsze wyobrażenia. A Esme była bez wątpienia najpotężniejszą czarownicą, jaka żyła w górach od pokoleń.
W dodatku zbliżały się Próby, a one zawsze na parę tygodni gwarantowały Esme właściwy nastrój. Współzawodnictwo cieszyło ją niczym mucha pstrąga.
Niania Ogg także lubiła Próby Czarownic. Można było przyjemnie spędzić dzień na powietrzu, a wieczorem rozpalano wielkie ognisko. Czym byłyby Próby Czarownic bez solidnego ogniska na zakończenie?
Potem można w popiele piec ziemniaki.
* * *
Popołudnie zmieniło się w wieczór, a cienie z kątów, spod stołków i blatów wypełzły i zlały się w jeden.
Babcia bujała się lekko na fotelu, a mrok spowijał ją coraz bardziej. Jej twarz przybrała wyraz głębokiego skupienia.
Drwa w palenisku rozsypały się w popiół. Jedna po drugiej gasły iskierki.
Mrok gęstniał.
Stary zegar tykał na kominku. Przez długi czas był to jedyny słyszalny odgłos.
Potem rozległ się cichy szelest. Papierowa torba na stole poruszyła się i zmarszczyła jak przekłuty balon. Powietrze z wolna wypełnił silny zapach zgnilizny.
Po chwili wypełzł pierwszy robak.
* * *
Niania Ogg zdążyła wrócić do domu i właśnie nalewała sobie piwa, kiedy ktoś zastukał. Z westchnieniem odstawiła dzbanek i poszła otworzyć drzwi.
— O, witam panie. Co porabiacie w tych stronach? W dodatku w taki chłodny wieczór?
Cofnęła się do pokoju, a za nią weszły jeszcze trzy czarownice. Nosiły czarne szaty i szpiczaste kapelusze, jak przystało w tym fachu. Dzięki temu każda z nich wyglądała inaczej. Nic bardziej niż jednolity kostium nie pozwala człowiekowi wyrazić swojej indywidualności. Zmarszczka tutaj i zakładka tam to szczegóły, które tym głośniej krzyczą wobec pozornej, no… jednolitości.
