Mamusia mówiła, czas już spać Ewuniu, tatuś na to: Ewa, marsz! Mamusia: pomóż mi dziecko posprzątać ze stołu, a tatuś: Ewa, marsz! Na spacer wychodzą, tatuś drzwi otwiera i: Ewa, marsz! W dodatku był złośliwy, natrząsał się z niej, tę Klocię wytykał, głupie dowcipy lubił robić, zdaje się, że on z tych, co to chcieli mieć syna, a tu córka, nie podobało mu się, no to ugniatać, ugniatać. No i dlatego właśnie, jak zaczęła pisać, wymyśliła sobie ten pseudonim, Ewa Marsz, trochę na przekór, na złość tatusiowi, niech mu się nie wydaje, że ją zdołował. To jak, skombinujesz mi jej książki?

Całe to przemówienie Lalka wygłosiła jednym ciągiem, nie dopuszczając mnie do słowa i teraz ją wreszcie zatchnęło. Siedziałyśmy w potwornie niewygodnym bistro u znajomego patrona w Paryżu, nie poświęciwszy żadnej uwagi nędznej jakości posiłku, popijając za to całkiem niezłe białe wino i wykorzystując każdą sekundę czasu, którego nam straszliwie brakowało. Ona musiała zdążyć na odbiór dekoracji jakiegoś wściekle eleganckiego holu gdzieś tam, była cenioną projektantką wnętrz, ja zaś nazajutrz o poranku odjeżdżałam do kraju, a jeszcze musiałam po drodze zaczepić o Kopenhagę. Nie wiadomo, dlaczego od szkolnych czasów spotykałyśmy się w najbardziej idiotyczny sposób, jaki można wymyślić, w dziwacznych miejscach i zawsze w pośpiechu.

– Ale ona przestała pisać – powiedziałam z urazą, nie kryjąc niezadowolenia z tego faktu. – Już od paru lat żadnej jej książki nie było. Siedem sztuk i cześć.

– A ja mam tylko trzy. Dla Kaśki chciałam, czepia się jak rzep!

– Kaśka czyta po polsku?

– No pewnie! Od urodzenia pilnuję!

Ewa Marsz. Pewnie, że znałam książki Ewy Marsz, były świetne. Czatowałam na kolejne, bezskutecznie. Zaraz, Lalka powinna przecież wiedzieć, dlaczego ona przestała pisać…

Pokręciła głową.

– Nie mam pojęcia. Ten kontakt z nią straciłam od wyjazdu, masz pojęcie, ile to lat? Osiemnaście, prawie dziewiętnaście! Jakieś takie mam głupie uczucie, że ją zostawiłam własnemu losowi i teraz mi łyso, chociaż była już przecież dorosła. No, ledwo, co, ale jednak. Zdaje się, że za mąż wychodziła, inaczej się chyba teraz nazywa. A w ogóle to była twarda dziewczyna, tatuś jej nie dał rady, to i nikt nie da. To, co, skombinujesz mi…?



2 из 252