
— Budzę się, aby śnić, i wkraczam w sen powoli.
Tam, gdzie strach się nie czai, szukam przeznaczenia.
Idąc, uczę się drogi, którą zmierzać muszę.
Drugą książką był Céline i jego wizja Eriki Ostrovskiej.
Céline był dzielnym francuskim żołnierzem w pierwszej wojnie światowej — dopóki nie został raniony w głowę. Od tego czasu nie sypiał i słyszał głosy. Został lekarzem i w dzień leczył biedaków, zaś nocami pisał swoje groteskowe powieści. Nie ma sztuki bez tańca ze śmiercią, pisał Céline.
„Prawdą jest śmierć — pisał. — Walczyłem z nią pięknie, jak długo mogłem… tańczyłem z nią, stroiłem ją, nadskakiwałem jej… obwieszałem ją serpentynami, łaskotałem.”
Czas był jego obsesją. Panna Ostrowsky przypomniała mi zadziwiającą scenę ze Śmierci na raty, gdzie Céline, chcąc zatrzymać kłębiący się na ulicy tłum, krzyczy na papierze: „Zatrzymajcie ich… nie pozwólcie im zrobić ani kroku dalej… Niech zastygną w bezruchu raz na zawsze!… Tak, żeby już nigdy nie zniknęli!”
* * *
Przejrzałem u siebie w motelu Biblię, w poszukiwaniu opowieści o wielkich kataklizmach. „Słońce wzeszło na ziemię: a Lot wszedł do Segora. Tedy Pan dżdżył na Sodomę i Gomorę siarką i ogniem od Pana z nieba. I wywrócił miasta te, i wszystką wokół krainę: wszystkie obywatele miast i wszystko, co się zieleni na ziemi.”
Zdarza się.
Jak wiadomo, mieszkańcy obu tych miast byli grzesznikami i świat tylko na tym zyskał.
I żonie Lota oczywiście zapowiedziano, że ma się nie oglądać tam, gdzie zostali wszyscy ci ludzie i ich domy. Ona jednak obejrzała się i za to ją kocham, bo to było tak bardzo ludzkie.
Została za karę zmieniona w słup soli. Zdarza się.
* * *
Ludzie nie powinni oglądać się za siebie. Ja w każdym razie nie zrobię tego już nigdy.
Skończyłem swoją książkę o wojnie. Następna książka, jaką napiszę, będzie śmieszna.
