— Uhum — mruknął O’Hare.

— Czy nie uważasz, że to właśnie powinno być kulminacyjnym punktem książki?

— Nie znam się na tym — odpowiedział. — Książki to twoja specjalność.


* * *

Jako specjalista od punktów kulminacyjnych, napięcia, charakterystyk, wspaniałych dialogów, dreszczy emocji i kontrastów wielokrotnie opracowywałem sobie plan tej drezdeńskiej historii. Najlepszy, a w każdym razie najładniejszy, jaki udało mi się sporządzić, powstał na odwrotnej stronie rolki tapety.

Użyłem do tego celu kredek mojej córki, innego koloru dla każdego z bohaterów. Na jednym końcu rolki był początek opowieści, na drugim koniec, zaś część środkową zajmował środek historii. Niebieska linia spotykała się z czerwoną, potem z żółtą, a potem żółta linia urywała się, ponieważ bohater, którego wyobrażała, ginął. I tak dalej. Zniszczenie Drezna było przedstawione w postaci poziomej wiązki pomarańczowych kresek i wszystkie linie, które jeszcze żyły, krzyżowały się z nią i przechodziły na drugą stronę.

Koniec, gdzie urywały się wszystkie linie, to buraczane pole nad Łabą koło Halle. Padał deszcz. Wojna skończyła się w Europie już kilka tygodni temu. Staliśmy w szyku, pilnowani przez rosyjskich żołnierzy. Byli tu Anglicy, Amerykanie, Holendrzy, Belgowie, Francuzi, Kanadyjczycy, Południowoafrykańczycy, Nowozelandczycy, Australijczycy — tysiące ludzi, którzy mieli przestać być jeńcami wojennymi.

Na przeciwległym krańcu pola stały tysiące Rosjan, Polaków i Jugosłowian, pilnowanych przez żołnierzy amerykańskich. Tam, na deszczu, dokonywano wymiany — sztuka za sztukę. O’Hare i ja wdrapaliśmy się wraz z innymi na amerykańską ciężarówkę. O’Hare nie wiózł żadnych pamiątek. Prawie każdy oprócz niego coś miał. Ja miałem paradny kordzik oficera Luftwaffe, który przechowuję do dzisiaj. Wściekły mały Amerykanin, którego nazywam w tej książce Paulem Lazzaro, miał prawie kwartę brylantów, szmaragdów, rubinów i temu podobnych. Pozabierał je zabitym w piwnicach Drezna. Zdarza się.



4 из 152