
13 Piątek
Nie ulega wątpliwości, że był to dla mnie pechowy dzień!
Pandora już nie siedzi przy mnie na geografii. Siedzi za to Barry Kent. Cały czas ode mnie ściągał i wdmuchiwał mi w ucho balony z gumy. Poskarżyłem się pannie Elf, ale ona też się boi Barry
Kenta, więc nic mu nie powiedziała.
Pandora wyglądała dziś bardzo powabnie, miała spódnicę z rozcięciem, spod której widać było jej nogi. Ma strup na jednym kolanie. Na nadgarstku zawiązała sobie futbolowy szalik Nigela, ale panna Elf to zauważyła i kazała jej zdjąć. Panna Elf nie boi się Pandory. Posłałem jej kartkę na dzień św. Walentego (Pandorze, nie pannie Elf).
14 Sobota
Dzień św. Walentego
Dostałem tylko jedną kartkę. Charakter pisma mamy, więc się nie liczy. Mama dostała tak gigantyczną kartkę, że musiała ją dostarczyć do domu furgonetka z poczty głównej. Mama zaczerwieniła się po czubki uszu, kiedy otworzyła kopertę i zobaczyła kartkę. To było strasznie fajne. Wielki słoń z satyny dźwigał w trąbie bukiet plastykowych kwiatów, a z pyska wychodził mu balon: "Halo, Króliczku, nigdy cię nie zapomnę". Wewnątrz nie było żadnego imienia, jedynie wyrysowane serca, a w nich napis "Paulina". Kartka od ojca była niewielka, z bukietem purpurowych kwiatów na pierwszej stronie. Ojciec napisał w środku: "Spróbujmy jeszcze raz".
A oto wiersz, który napisałem na kartce do Pandory:
Pandoro!
Ja uwielbiam cię,
Ja zaklinam cię
Nie ignoruj mnie.
Napisałem to lewą ręką, żeby się nie zorientowała, że to ode mnie.
