Zdecydowałem jednak, że nie zostanę lekarzem.


9 Piątek


W nocy nic tylko kaszel, kaszel, kaszel. Jak nie jedno, to drugie. Można by się spodziewać, że zdobędą się na odrobinę delikatności po moim ciężkim dniu.

Przyszła babcia, była kompletnie zdegustowana stanem, w jakim znajduje się dom.

Pokazałem jej mój pokój, tam jest zawsze czysto i porządnie, toteż babcia dała mi pięćdziesiąt pensów. Pokazałem jej wszystkie puste butelki w koszu na śmieci była oburzona.

Babcia wypuściła psa z komórki. Powiedziała, że mama postąpiła okrutnie zamykając go.

Pies zwymiotował na podłogę w kuchni. Babcia zamknęła go z powrotem.

Wydusiła pryszcz na mojej brodzie. Wygląda jeszcze gorzej. Opowiedziałem babci o zielonym fartuchu, a ona wtedy oznajmiła, że na każdą gwiazdkę kupuje mamie sweter ze stuprocentowego akryliku i mama nigdy jeszcze żadnego z nich nie włożyła.


10 Sobota

Rano.


Teraz pies jest chory! Ciągle wymiotuje, więc musi przyjść weterynarz. Ojciec zabronił mi mówić weterynarzowi, że pies był przez dwa dni zamknięty w komórce na węgiel.

Zalepiłem pryszcz plastrem, żeby nie dostały się zarazki od psa.

Weterynarz zabrał psa. Jego zdaniem wystąpiła jakaś obstrukcja i konieczna będzie operacja.

Babcia pokłóciła się z mamą i poszła do domu. Znalazła wszystkie gwiazdkowe swetry pocięte w kawałki w torbie ze ściereczkami do kurzu. To naprawdę oburzające, zważywszy, że tylu ludzi głoduje.

Pan Lucas z sąsiedniego domu przyszedł odwiedzić rodziców, którzy jeszcze leżą w łóżku.

Przyniósł mamie kartkę z życzeniami "szybkiego powrotu do zdrowia" i jakieś kwiaty. Mama siedziała w łóżku w takiej koszuli, spod której widać było dość duże partie klatki piersiowej. Mówiła do pana Lucasa głosem przyprawiającym o mdłości. Ojciec udawał, że śpi.



4 из 149