Unni spoglądała przez okno na rozległe, spalone słońcem równiny La Manchy. Morten z pewnością wyliże się z choroby, przychodzi do niego lekarz, ma poza tym Gudrun, która go pielęgnuje.

Ona sama siedziała obok pustego miejsca, które oddzielało ją od Jordiego. Nie mogła już dłużej narażać się na działanie zimna, jakie od niego emanowało. Kiedy udzielał jej błyskawicznego kursu języka hiszpańskiego, była rozdarta między pragnieniem, żeby siedzieć tuż przy nim a dojmującą potrzebą włożenia ciepłych rękawic. Teraz jej palce odzyskały normalne zabarwienie, nie są już takie sine i przezroczyste, a ona przestała dygotać i nawet zdążyła się spocić. Za to coraz dotkliwiej tęskniła za jego bliskością.

Nie odważyła się powiedzieć reszcie towarzystwa, że czuje bolesne pieczenie u nasady nosa, i po kryjomu łykała pigułki przeciw zaziębieniu. Zjadła ich już tyle, że chyba w końcu dostanie kolki wątrobowej.

Unni była zmęczona. Pragnienie przygody opuściło zresztą całą czwórkę, ale tylko na razie. Gdy doprowadzą się trochę do porządku w hotelowym pokoju, wezmą prysznic, umyją włosy, zjedzą porządny posiłek i odpoczną, z pewnością znowu odzyskają energię.

Włożyła do ust kolejną pastylkę. Po chwili jeszcze jedną, tym razem przeciwgorączkową, z zapasu, o który dbała jej znająca się na medycynie mama i pilnowała, żeby Unni nie ruszała się bez tej apteczki. Teraz córka przeglądała, czy jest tam jeszcze coś, co pomogłoby zdławić zaziębienie. Tabletki przeciw biegunce? Uff! Bilobil na poprawę pamięci, nie, no, mamo, czy ty myślisz, że jestem sklerotyczką?

– Co ty robisz? – usłyszała obok rozbawiony głos Jordiego.

Z poczuciem winy upchnęła całą kolekcję pigułek z powrotem w podręcznej torbie.

– Mama jest bardzo troskliwa, ale daje mi lekarstwa odpowiednie raczej dla jej wieku. Ona sama co chwila wpada w panikę z powodu innej choroby. Powinieneś zobaczyć, jakie posiada zbiory leków!

Jordi śmiał się głośno. Kochała jego śmiech. Kochała w nim wszystko z wyjątkiem tego okropnego zimna, które go zamykało jak za murem.



4 из 163