W tej samej chwili dobiegł ich zbliżający się tętent końskich kopyt i turkot kół powozu. Oczy wszystkich skierowały się na ulicę, na której zza zakrętu wyłonił się zmierzający w kierunku rynku czarny ekwipaż. Ludzie wstali i skłonili się głęboko. Francuzi nareszcie zsiedli z koni.

Ubrany ciemno woźnica był blady i tak chudy, jakby składał się z samej tylko skóry i kości. Zasłony w oknie krytego powozu zostały odciągnięte na bok i pojawiła się w nim głowa zawoalowanej damy. Woźnica zsiadł z kozła i otworzył drzwi. Baron i Yves do tego stopnia zaciekawieni byli, któż to mógł przyjechać, że zrazu nie zauważyli, iż mieszkańcy miasteczka jeden za drugim znikali z rynku. Kiedy się wreszcie zorientowali, został przy nich już tylko karczmarz. I on także nie wyglądał na zachwyconego.

Francuzi nie byli w stanie oderwać oczu od dwóch dam, które wysiadły z powozu. Jedna z nich pełnym gracji ruchem uniosła woalkę przysłaniającą twarz, ukazując nadzwyczaj piękne oblicze. Mogła mieć około czterdziestu lat i widać było wyraźnie, że przywykła do rządzenia i wydawania rozkazów. Włosy miała czarne, jedwabiście błyszczące niczym ptasie skrzydła, a oczy warte były opisu z „Pieśni nad Pieśniami”.

Druga kobieta, właściwie bardzo młoda jeszcze dziewczyna, miała w ciemnych oczach wyraz onieśmielenia, niemal wręcz strachu. Bez wątpienia musiały być ze sobą spokrewnione, miały podobną karnację i tak samo piękne rysy. Znać też było, że starsza w pełni zdominowała młodszą. Tak, Yves nawet odniósł wrażenie, że oczy młodej piękności desperacko błagały go o pomoc.

To obudziło w nim instynkty rycerza.

Władcza dama zwróciła się do karczmarza:

– Zeno, widzę, że mamy gości. Przedstaw nas.

Karczmarz Zeno sprawiał wrażenie zmieszanego. Baron, który nie rozumiał tych słów, lecz mimo to pojął ich znaczenie, odwrócił się ku niej. Uprzejmie się ukłonił i powiedział po niemiecku, zakładając, że dama jest osobą na tyle kulturalną, by znać ten język:



10 из 188