
Ujął jej rękę i ucałował palec tuż nad brzegiem ozdobnej złotej obrączki, którą od niego dostała. Nie otworzyła oczu. Przez chwilę przyglądał się ostrym rysom jej twarzy, trochę za szerokim ustom i krótkim włosom, rozsypanym teraz w nieładzie.
– Kocham cię, Eye.
Na jej policzkach zakwitł lekki rumieniec. Niełatwo ją czymś poruszyć, pomyślał. Zastanawiał się, czy ona sama ma pojęcie, jak wielkie ma serce.
– Wiem. – Otworzyła oczy. – Powoli zaczynam się przyzwyczajać do tej myśli.
– To dobrze.
Słuchając cichego plusku wody na miękkim piasku i szumu bryzy w liściach palm, wyciągnęła rękę i odgarnęła mu włosy z czoła. Taki mężczyzna jak on, pomyślała, bogaty, silny i równocześnie bardzo spontaniczny, potrafił w mgnieniu oka przenosić ją do takiej scenerii.
I teraz zrobił to dla niej.
– Jestem z tobą szczęśliwa.
Błysnął zębami w uśmiechu. Poczuła przyjemne ukłucie w żołądku.
– Wiem.
Z łatwością uniósł ją lekko i posadził na sobie. Leniwie przesunął dłonie wzdłuż jej szczupłego i muskularnego ciała.
– Czyżbyś chciała nawet przyznać, że cieszysz się już z tego, że siłą zabrałem cię z planety na koniec miesiąca miodowego?
Skrzywiła się na wspomnienie popłochu, w jaki wpadła i swego oślego uporu, gdy nie chciała wejść na pokład czekającego na nich pojazdu; przypomniała sobie, jak Roarke wybuchnął śmiechem, przerzucił ją sobie przez ramię i nie zważając na to, że wierzga i przeklina, wniósł ją spokojnie na pokład.
– Podobało mi się w Paryżu – powiedziała, pociągając nosem.
Tydzień na wyspie też był cudowny. Nie rozumiałam, dlaczego mielibyśmy jechać do jakiejś nie dokończonej bazy gdzieś w kosmosie, skoro i tak większość czasu zamierzaliśmy spędzić w łóżku.
– Bardzo się bałaś. – Wydawał się zachwycony faktem, że perspektywa podróży pozaziemskiej przepełniła ją takim strachem.
W związku z tym przez większą część drogi ze wszystkich sił starał się zająć jej czas i uwagę.
