
Dotarli do zaskakująco rozległego pomieszczenia pełnego stanowisk diagnostycznych i stłoczonego pod ścianami sprzętu. Na górze biegła galeria obserwacyjna dla gości i stażystów. Danalta zaproponował, by Cha Thrat zajęła tam ostatnie wolne w miarę wygodne krzesło. Jedna ze srebrzystych gąsienic przygotowywała już Chianga do badania.
— Będziemy stąd wszystko widzieli i słyszeli — powiedział Danalta. — Oni nie będą nas słyszeć, chyba że przyciśniesz guzik nagłośnienia. Jest tutaj, z boku krzesła. Może się przydać, gdyby chcieli zadać jakieś pytania.
Kolejna, a może ta sama srebrzysta istota weszła, wykonała kilka pozornie bezcelowych manewrów przy jednym z urządzeń, spojrzała przelotnie na galerię i wyszła.
— Teraz poczekamy — dodał Danalta. — Ale na pewno chciałabyś spytać o niejedno. Mamy dość czasu, żeby to i owo wyjaśnić.
Zmiennokształtny nadal przypominał półkulę, tyle że wytworzył jeszcze wyłupiaste oko i mięsisty narząd, który — jak się zdawało — służył do mówienia i słuchania. Z czasem można przywyknąć do wszystkiego, pomyślała Cha. Może oprócz braku dyscypliny… Nadal drażniło ją, że wszyscy w Szpitalu lekceważą coś tak istotnego jak wyraźne zaznaczanie granic swej władzy i odpowiedzialności.
— Jestem wciąż nazbyt poruszona i za słabo zorientowana, aby zadać właściwe pytania — powiedziała, starannie dobierając słowa. — Jednak ciekawi mnie, jaki jest właściwie zakres twoich obowiązków i jakimi pacjentami zwykle się zajmujesz?
Odpowiedź jeszcze bardziej zamieszała jej w głowie.
