
Richard Schwall, jeden z techników pracujących z Dennisem jeszcze w starych czasach, podniósł wzrok znad sprawdzanego układu i wymienił ze swym dawnym przełożonym pełne politowania spojrzenie. Wszyscy w Instytucie podziwiali Brady’ego za słoneczny stosunek do bliźnich.
— Dennis!
Gabriela Versgo jak walkiria przebijała się przez tłum techników. Jeden z nich nie ustąpił jej z drogi dostatecznie szybko i zatoczył się, trafiony precyzyjnym wychyleniem biodra.
Brady rozpromienił się na jej widok, mocno przypominając porażonego miłością szczeniaka. Gabbie obdarzyła go oślepiającym uśmiechem, potem chwyciła prawe ramię Dennisa, w znacznym stopniu przerywając dopływ krwi do jego dłoni.
— Słuchaj, Dennis — powiedziała, wzdychając radośnie — jestem naprawdę szczęśliwa, że ty i Bernie znowu ze sobą rozmawiacie! Zawsze uważałam, że to głupie z waszej strony tak się na siebie boczyć.
Ton jej głosu sugerował, że naprawdę uważa to za zachwycające. Dennis dopiero teraz zdał sobie sprawę, że Gabbie cały czas pozostawała pod mylnym wrażeniem, iż to jej osoba jest przyczyną wrogości między nim a Brady’m. Gdyby tak naprawdę było, Dennis już dawno wciągnąłby na maszt białą flagę i bezwarunkowo skapitulował!
— Przyszłam was ostrzec, chłopcy, przed doktorem Flasterem, który zmierza w tym kierunku, żeby pożegnać się z Dennisem. I jest z nim Boona Calumny!
Dennis zrobił głupią minę.
— Minister nauki Śródziemia! — krzyknęła Gabbie. Szarpnęła ostro jego ramię, przypadkowo uciskając kciukiem nerw łokciowy. Dennis wessał gwałtownie powietrze, ale Gabbie, całkowicie ignorując agonalny wyraz jego twarzy, ciągnęła dalej.
— Czyż to nie wspaniałe? — Wpadła w zachwyt. — Taki wybitny człowiek pojawia się, żeby obserwować, jak pierwszy Ziemianin stawia stopę w świecie anomalnym! — Zatoczyła ręką szeroki hak, uwalniając przy tym łokieć Dennisa. Dennis stłumił westchnienie ulgi i zaczął rozmasowywać ramię.
