
Następny pomysł pojawił się, jeśli dobrze pamiętam, gdy po raz drugi albo trzeci czytałem Needle Hala Clementa, w wyniku czego napisałem opowiadanie o obcym VIP-ie, który skutkiem nieporozumienia ze swoim lekarzem trafił do Szpitala. Dopiero pod sam koniec Conway odkrył, że ów lekarz to kolonia inteligentnych wirusów, przemieszkująca i praktykująca w ciele pacjenta. Z tego też powodu opowiadanie dostało tytuł Resident Physician, a poza tym natchnęło mnie do napisania pierwszej i jak dotąd jedynej w cyklu powieści, Field Hospital. Potem oba utwory zostały opublikowane przez Corgi pod wspólnym tytułem Gwiezdny chirurg.
Zazwyczaj nie gustuję w opowieściach o przemocy czy bezsensownym zabijaniu, za które uważam wojnę. Jednak aby utwór zainteresował czytelnika, w fabule powinien być konflikt, co wiąże się z jakimiś, niekiedy i gwałtownymi, zmaganiami. Tyle że w medycznej science fiction w rodzaju „Szpitala Kosmicznego” owe zmagania to pośredni albo bezpośredni skutek katastrofy naturalnej, wypadku albo epidemii. Gdy zaś dochodzi do wojny, jak w Gwiezdnym chirurgu, wówczas lekarze walczą jedynie o to, by uratować cudze życie, Kontrolerzy zaś, jak przystało na dobrych policjantów, robią co mogą, aby nie tyle wygrać, ile zakończyć tę wojnę (bo na tym polega podstawowe zadanie owych strażników pokoju).
Nie ma się tu co rozwodzić nad szczegółami akcji Gwiezdnego chirurga, ale o jednym warto wspomnieć.
