
Kolejne opowiadanie cyklu zrodziło się z koncepcji powszechnie znanego wówczas angielskiego fana science fiction, Kena Cheslina. Podczas konwentu na imprezie w pokoju hotelowym (w trakcie takich właśnie, nieoficjalnych spotkań rodzą się najdziwniejsze pomysły) odezwał się do mnie, o ile pamiętam, takimi mniej więcej słowy: „James, słyszałeś, że lekarzy nazywa się czasem pijawkami? Może napisałbyś opowiadanie, w którym doktor naprawdę byłby pijawką?” I w ten sposób powstał obcy, który leczy swoich pacjentów, pobierając od nich praktycznie całą krew i oddając ją oczyszczoną z toksyn czy mikroorganizmów. Owe bardzo niepokojące dla pacjenta zabiegi opisałem w Bracie krwi. Dzięki, Ken.
O Klopsie i Trudnej operacji nie mam wiele do powiedzenia poza tym, że opisują pacjenta nie dość, że żyjącego na skażonej radioaktywnymi odpadami planecie, to jeszcze tak wielkiego, że sam zabieg medyczny niewiele się różni od lądowania w Normandii.
Następne opowiadanie, opublikowane po raz pierwszy w 22 numerze „New Writings In SF”, nosiło tytuł Ptaszek. Pomysł opisania w całości organicznego statku kosmicznego pojawił się w moim brulionie już sporo wcześniej, ale nie mogłem go wykorzystać, póki nie znalazłem sposobu rozpędzenia tego wehikułu do prędkości ucieczki. W końcu, podczas jednego z konwentów, zwierzyłem się z problemu Jackowi Cohenowi. Jack, który jest bardzo pomocny i ma wybitnie ksenobiologiczne zacięcie (a na co dzień wykłada na uniwersytecie w Birmingham, gdzie zajmuje się rozrodem zwierząt), ma tyle wyobraźni i wiedzy fachowej, że spytany o możliwość zaistnienia takiego czy innego stworzenia z kosmosu, niezmiennie przytacza przykłady ziemskich zwierząt o jeszcze dziwniejszej fizjologii. Ja usłyszałem od niego przy tej okazji o pewnym chrząszczu zwanym bombardierem, który żyje w Europie Środkowej. W razie nagłego zagrożenia wyrzuca on z tylnej części tułowia sprężony gaz, jednocześnie go zapala i dzięki wynikłemu z tego odrzutowi ląduje po chwili wiele cali dalej.
