
Po kąpieli pospiesznie ubrałem się. Pani Watchets przygotowała mi śniadanie. Z zapałem dobrałem się do jajek, grzybów i pomidorów, ale stwierdziłem, że trudno mi przełknąć bekon i kiełbaski: kiedy ugryzłem gruby płat mięsa, jego pełne soli i tłuszczu soki przepełniły mnie pewnym wstrętem.
Przypomnieli mi się Morlokowie i mięso, które na moich oczach konsumowali podczas swoich obrzydliwych uczt! Przypomniałem sobie również, że moje doświadczenia nie osłabiły przecież apetytu na baraninę podczas kolacji poprzedniego wieczora, ale byłem wtedy znacznie głodniejszy. Czy to możliwe, że swego rodzaju szok i niepewność, kiedy dochodziłem do siebie po niefortunnych wypadkach, jeszcze teraz przebijały się przez pokłady mojego umysłu?
Obfite śniadanie jest jednak moim zwyczajem, jestem bowiem przekonany, że porządna dawka peptonów, dostarczona z samego rana do arterii, niezbędna jest do skutecznego działania energicznej ludzkiej maszyny. A dzisiejszy dzień mógł być najbardziej wymagający w moim życiu. Dlatego odsunąłem na bok skrupuły i dokończyłem jedzenie, przeżuwając z determinacją bekon.
Po skończeniu śniadania założyłem lekki lecz trwały letni garnitur. Jak mi się zdaje, wspomniałem moim towarzyszom przy kolacji poprzedniego wieczora, że podczas mojej włóczęgi w czasie stało się dla mnie jasne, iż zima została usunięta ze świata roku Pańskiego 802 701 — czy to wskutek naturalnej ewolucji, geogonicznego planowania, czy też przekształceń samego Słońca, nie potrafiłem powiedzieć — tak więc w przyszłości nie powinienem potrzebować zimowych płaszczy i szali. Włożyłem kapelusz, żeby osłonić moje blade, angielskie czoło przed słońcem przyszłości i poszukałem najmocniejszych butów.
Chwyciłem mały plecak i zacząłem przetrząsać mieszkanie, plądrując szafy i komody w poszukiwaniu przedmiotów, które uważałem za potrzebne podczas mojej drugiej podróży; ku wielkiej trwodze biednej, cierpliwej pani Watchets, która — jestem pewien — już dawno uznała, iż jestem niepoczytalny! Zgodnie ze swoją naturą paliłem się do wyjazdu, jednak postanowiłem nie postępować tak impulsywnie jak za pierwszym razem, kiedy przebyłem osiem tysięcy wieków z zabezpieczeniem nie lepszym od pary pantofli i jednego pudełka zapałek.
