
– Zapisz moje imię wśród zabierających głos – poprosił w pewnej chwili, z twarzą zwróconą w stronę swojej kartki z notatkami.
– A jak masz na imię? – spytałam po cichu.
– Roberto – odpowiedział, tym razem patrząc na mnie ze zdziwieniem, że jeszcze tego nie wiem.
Podniósł się, by zabrać głos; jego przemówienie było bardzo dosadne i wciągające. Obserwowałam go, gdy poruszał się w naturalny sposób, trzymając w ręku mikrofon i długopis; skupieni słuchacze uśmiechali się, słysząc jego ironiczne stwierdzenia, które trafiały w samo sedno sprawy. Jest studentem prawa, myślałam, więc to normalne, że posiada pewne zdolności oratorskie; od czasu do czasu widziałam, że odwracał się, by na mnie spojrzeć, a ja, trochę przekornie, choć w naturalny sposób, rozpięłam koszulę, odsłaniając dekolt aż po rowek między białymi piersiami. Być może dostrzegł mój gest, bo faktycznie zaczął odwracać się coraz częściej, lekko speszony i zaciekawiony mierzył mnie spojrzeniem – tak przynajmniej mi się wydawało. Gdy skończył swą wypowiedź, usiadł i ponownie włożył długopis do ust, nie zważając na oklaski, jakimi został nagrodzony. Potem, gdy zaczęłam już protokołować, odwrócił się w moim kierunku i powiedział:
– Nie pamiętam twojego imienia. Miałam ochotę się podroczyć.
– Jeszcze ci go nie powiedziałam. Uniósł lekko głowę i odrzekł:
– Faktycznie.
Widziałam, że zaczął robić sobie notatki. Uśmiechałam się pod nosem, zadowolona z tego, że musi czekać, bym mu powiedziała swoje imię.
– I nie chcesz powiedzieć? – spytał, obserwując uważnie moją twarz.
Uśmiechnęłam się niewinnie.
– Melissa – odpowiedziałam.
– Hm… nosisz imię pszczół. Lubisz miód?
– Za słodki. Wolę ostrzejsze smaki.
Potrząsnął głową, uśmiechnął się i każde z nas skupiło się na własnych notatkach. Po jakimś czasie wyszedł, by zapalić papierosa, i widziałam, jak śmieje się i żywo gestykuluje, rozmawiając z innym chłopakiem, również bardzo ładnym; od czasu do czasu patrzył na mnie i uśmiechał się, podnosząc papierosa do ust.
