Był też przyjaciel Roberta, w zielonym prochowcu i z cygarem w ustach; z przyklejonym do twarzy uśmiechem rozdawał czerwone kartki. Gdy zbliżył się, by dać mi jedną z nich, popatrzyłam na niego z osłupieniem, ponieważ nie wiedziałam, co robić, jak się zachować. Wyszeptałam nieśmiało „dziękuję" i zaczęłam oddalać się bardzo wolno, myśląc, że podobna okazja nie przytrafi mi się tak łatwo. Napisałam na kartce mój numer i wróciłam, by mu ją oddać.

– Co robisz? Oddajesz mi ją, zamiast wyrzucić, tak jak to robią inni? – spytał z uśmiechem.

– Nie. Chcę, żebyś ją przekazał Roberto – powiedziałam.

– Ale Roberto ma setki takich kartek! – krzyknął zaskoczony.

Przygryzłam usta i powiedziałam:

– Roberto zainteresuje się tym, co napisałam na odwrocie…

– Ach… rozumiem… – odpowiedział, jeszcze bardziej zaskoczony. – Załatwione, będę się z nim widział i przekażę mu to.

– Bardzo dziękuję! – miałam ochotę cmoknąć go w policzek.

Gdy odchodziłam, usłyszałam, że ktoś mnie woła, odwróciłam się i zobaczyłam, że to on biegnie.

– Nazywam się Pino, miło mi. A ty Melissa, prawda?

– Tak, Melissa… widzę, że nie omieszkałeś przeczytać tego, co jest na odwrocie kartki.

– Hm… tak to jest… – powiedział z uśmiechem. – Ciekawość jest cechą ludzi inteligentnych. A ty nie jesteś ciekawska?

Zamknęłam oczy i powiedziałam:

– Bardzo.

– No widzisz? Czyli jesteś inteligentna.

Nasycił me ego, więc niezwykle zadowolona pożegnałam się z nim i poszłam po skuter na placyk przed szkołą, prawie pusty z powodu brzydkiej pogody. Ruch w godzinach szczytu jest straszny, nawet jeśli jeździ się tylko skuterem. Kilka godzin później zadzwonił telefon.

– Halo?

– Hm… cześć, tu Roberto.

– O, cześć.

– Zaskoczyłaś mnie, wiesz?

– Lubię ryzykować. Równie dobrze mogłeś wcale do mnie nie zadzwonić, ryzykowałam, że dostanę kosza.



24 из 107