
Nadszedł wolnym krokiem i przywitał się z nią. Wyglądał na raczej przystojnego, choć w ciemnościach niewiele było widać. Alessandrą przedstawiła nas, a on delikatnie uścisnął mi rękę. Po cichu wyszeptał swe imię, a ja lekko się uśmiechnęłam, myśląc, że jest nieśmiały. W pewnym momencie zauważyłam w ciemności wyraźny błysk – to były jego zęby, niesamowicie białe i lśniące. Wtedy, ściskając nieco mocniej jego dłoń, powiedziałam trochę za głośno: „Melissa", i choć prawdopodobnie nie zauważył moich zębów, które nie są tak białe jak jego, to możliwe, że dostrzegł moje rozpalone, błyszczące oczy. Gdy już weszliśmy do środka, zauważyłam, że w świetle wyglądał jeszcze lepiej. Stałam za nim i widziałam, jak przy każdym kroku poruszają się mięśnie jego ramion. Z moim wzrostem metr sześćdziesiąt czułam się przy nim bardzo mała. I brzydka.
Kiedy wreszcie usiedliśmy w fotelach w salonie, znalazł się naprzeciwko mnie i powoli sączył piwo, patrząc mi prosto w oczy. W tym momencie zrobiło mi się wstyd z powodu moich wyprysków na czole i zbyt jasnej – w porównaniu z nim – cery. Jego prosty i proporcjonalny nos przypominał nosy greckich posągów, a widoczne na rękach żyły sprawiały wrażenie, że jest bardzo silny; duże, ciemnoniebieskie oczy patrzyły na mnie wyniośle i dumnie. Zadawał wiele pytań, choć mimo wszystko okazywał mi obojętność, co zamiast speszyć, jeszcze bardziej mnie zmobilizowało.
On nie lubi tańczyć, ja również. Zostaliśmy więc sami, podczas gdy inni szaleli, pili i żartowali.
