Pod pobliskim baldachimem jego dwie córki i kilka niewolnic czesały wełnę i przędły nici. Ledwo spojrzał na nie, zwiesiły głowy nad warsztatami i umilkły. Nawet z twarzą wykrzywioną gniewiem, Perimedes był wciąż przystojnym mężczyzną. Ciężkie brwi, wąski nos, szerokie usta, czupryna i broda wciąż ciemne, jak w młodości, mimo upływu lat niezmiennie wąska talia. Na opalonych ramionach bielały blizny po wielu ranach, przy prawej dłoni, którą sięgał właśnie po następną figę, brakowało dwóch palców. Królowanie w Argolidzie nigdy nie przychodziło łatwo.

Niewolnik Avull wszedł do megaronu przez odleglejsze drzwi, pospieszył ku władcy i skłonił się nisko.

— Co jest?

— Twój kuzyn, panie, szlachetny Phoros, syn…

— Dawaj go tu, synu kozła z syfem. Czekałem na niego. — Perimedes omal się uśmiechnął, gdy niewolnik poszedł po kapitana statku.

— Potrzebujemy cię, Phorosie. Siadaj obok, zaraz przyniosą nam wina. Jak podróż?

Phoros przysiadł na skraju ławy i wbił spojrzenie w gładki marmur stołowego blatu.

— Stryj Posejdon w swej potędze szybko przeprowadził nas przez odmęty.

— To mi nie nowina, ale nie o żeglugę chciałbym cię wypytać. Wróciłeś z gęsiami cyny?

— Tak, ale nie mam ich wiele. Niecała jedna dziesiąta ładowni.

— Czemu tak mało? — spytał Perimedes, tknięty złym przeczuciem. — Czemu tylko tyle?

Phoros nie odrywał oczu od stołu. Nie zwrócił najmniejszej uwagi na postawiony przed nim złoty puchar z winem.

— Gdy przypłynęliśmy mgła zalegała — rzekł — wkoło wyspy Yern zawsze jest wiele mgły. Jak się rozeszła, wpłynęliśmy w ujście znanej nam rzeki. Oporządziliśmy statek, potem wystawiłem przy nim straże i ruszyłem zarośniętą ścieżką do kopalni. Znaleźliśmy skład gęsi, ale cyny tam nie było. Przeszukaliśmy okolicę, odzyskując to i owo, ale większość zginęła. Gęsi trzyma się zawsze blisko kopalni. — Phoros uniósł głowę i spojrzał z ukosa na króla. — Kopalnia została zniszczona, nikt nie ocalał.



9 из 285