
Niewolnik Avull wszedł do megaronu przez odleglejsze drzwi, pospieszył ku władcy i skłonił się nisko.
— Co jest?
— Twój kuzyn, panie, szlachetny Phoros, syn…
— Dawaj go tu, synu kozła z syfem. Czekałem na niego. — Perimedes omal się uśmiechnął, gdy niewolnik poszedł po kapitana statku.
— Potrzebujemy cię, Phorosie. Siadaj obok, zaraz przyniosą nam wina. Jak podróż?
Phoros przysiadł na skraju ławy i wbił spojrzenie w gładki marmur stołowego blatu.
— Stryj Posejdon w swej potędze szybko przeprowadził nas przez odmęty.
— To mi nie nowina, ale nie o żeglugę chciałbym cię wypytać. Wróciłeś z gęsiami cyny?
— Tak, ale nie mam ich wiele. Niecała jedna dziesiąta ładowni.
— Czemu tak mało? — spytał Perimedes, tknięty złym przeczuciem. — Czemu tylko tyle?
Phoros nie odrywał oczu od stołu. Nie zwrócił najmniejszej uwagi na postawiony przed nim złoty puchar z winem.
— Gdy przypłynęliśmy mgła zalegała — rzekł — wkoło wyspy Yern zawsze jest wiele mgły. Jak się rozeszła, wpłynęliśmy w ujście znanej nam rzeki. Oporządziliśmy statek, potem wystawiłem przy nim straże i ruszyłem zarośniętą ścieżką do kopalni. Znaleźliśmy skład gęsi, ale cyny tam nie było. Przeszukaliśmy okolicę, odzyskując to i owo, ale większość zginęła. Gęsi trzyma się zawsze blisko kopalni. — Phoros uniósł głowę i spojrzał z ukosa na króla. — Kopalnia została zniszczona, nikt nie ocalał.
