
Na moment zapadła cisza.
– I tak zakończyła się ta wyprawa – usłyszeli głos Joriego z J2.
To raczej nieudana próba żartu. W ich sytuacji nie bardzo było się z czego śmiać.
Zostali uwięzieni. Przestali również cokolwiek widzieć. Nawet reflektory Juggernautów nic nie dawały, bo nad pojazdami kłębił się rój czegoś, czego nie potrafili zidentyfikować, a co udaremniało wszelkie próby zorientowania się w sytuacji. Krótka chwila ciszy też zaraz definitywnie minęła. Przy wtórze strasznych trzasków i zgrzytów nieznane potwory zaczęły nadgryzać masywne pancerze pojazdów.
– Prędko! – ponaglał Ram. – Weźcie dziewczęta i rannego Tsi do schronu!
Indra bardzo chciała być tam, gdzie Ram, rozumiała jednak, że swoją obecnością przydałaby mu tylko zmartwienia. Zabrała więc Siskę i Sassę, wspólnymi siłami przetransportowały nosze, na których leżał Tsi, do pomieszczenia zwanego schronem. Nie spodziewali się, że tak prędko przyjdzie im z niego korzystać.
Z wieżyczki dobiegło wołanie Chora:
– Przegryzły się przez zewnętrzną powłokę! Jeden reflektor jest już zniszczony. Co robimy?
– Ruszaj naprzód! – nakazał Faron. – Spróbujemy je z siebie strząsnąć!
– Nie, zaczekajcie! – usłyszeli protest Joriego. – To one! One!
– Co masz na myśli?
– To te przypominające larwy potworki, które chciały pożreć mnie i Tsi tamtym razem na skałach. Właśnie zobaczyłem te ich przyssawki, to one! Ale jakie ich mnóstwo! Dobrze, że Tsi tego nie widzi, oszalałby na ten widok.
– Ten korytarz musi być ich gniazdem – stwierdził Chor. – Włączę teraz silniki, jeśli i one nie zostały już zniszczone.
– Freke – odezwał się Marco. – Co wiesz o tych stworzeniach?
Wilk, nerwowo krążący po wieżyczce, odparł:
– Są niezwykle żarłoczne, rzucają się na wszystko, co tylko napotykają na swej drodze. Istoty uwięzione w Górach Czarnych panicznie się ich boją.
