
— No… No dobrze. Szczęknęły zdejmowane sztaby.
— Mógłbyś je trochę popchnąć? — odezwał się głos. — Wrota Wiedzy, Przez Które Nie Mogą Przejść Nie Znający Prawdy, strasznie się zacinają od wilgoci.
Brat Palcy pchnął ramieniem, przecisnął się do środka, obrzucił niechętnym spojrzeniem brata Odźwiernego i szybko poszedł dalej.
Pozostali czekali na niego w Wewnętrznym Sanktuarium. Stali pod ścianami niepewni, jak zwykle ludzie nie przyzwyczajeni do noszenia na co dzień czarnych szat ze złowróżbnymi kapturami.
Najwyższy Wielki Mistrz skinął mu głową.
— Brat Palcy, tak? — zapytał.
— Tak, Najwyższy Wielki Mistrzu.
— Czy masz to, po co zostałeś posłany? Brat Palcy wyjął spod szaty pakunek.
— Była tam, gdzie mówiłem — stwierdził. — Żadnych kłopotów.
— Dobra robota, bracie Palcy.
— Dziękuję, Najwyższy Wielki Mistrzu.
Najwyższy Wielki Mistrz uderzył młotkiem. Wszyscy w sali ustawili się w trochę nieregularny krąg.
— Rozpoczynam obrady Wyjątkowej i Najwyższej Loży Świetlistego Bractwa — zaintonował. — Czy Wrota Wiedzy zostały zaryglowane przed heretykami i nie znającymi prawdy?
— Zamknięte na głucho — potwierdził brat Odźwierny. — To przez wilgoć. W przyszłym tygodniu przyniosę hebel i zaraz je…
— Dobrze, dobrze — przerwał mu nieco rozdrażniony Najwyższy Wielki Mistrz. — Wystarczyło powiedzieć „tak”. Czy potrójny krąg jest ściśle i równo nakreślony? Czy są tutaj wszyscy, którzy Są Tutaj? A temu, co nie zna prawdy, powiadam, że lepiej, by go tu nie było, gdyż zabrany zostanie z tego miejsca, a jego gaskin przecięty, jego moule rozrzucone na cztery wiatry, jego welchet rozdarty na strzępy hakami, jego figgin nabity na kolec… Tak, o co chodzi?
