
Po powrocie do salonu Michael Rebus nalał sobie kolejną whisky. Podszedł do wieży i podkręcił głos do oporu, potem sięgnął pod fotel i po chwili gmerania wyciągnął ukrytą pod nim popielniczkę.
Część pierwsza
1
Na schodach prowadzących do posterunku policji przy Great London Street w Edynburgu John Rebus zapalił ostatniego tego wieczoru legalnego papierosa, a potem pchnął potężne drzwi i wszedł do środka.
Posterunek był stary, z pociemniałą i popękaną ze starości podłogą. Widać było ślady dawnej świetności nieistniejącej już arystokracji. To miejsce miało charakter.
Rebus kiwnął ręką dyżurnemu sierżantowi, który akurat był w trakcie zrywania starych obrazków z tablicy ogłoszeń i przypinania w ich miejsce nowych. Potem wspiął się po pięknych spiralnych schodach na górę i wszedł do swojego pokoju. Campbell właśnie szykował się do wyjścia.
– Cześć, John.
McGregor Campbell, tak jak Rebus w stopniu detektywa sierżanta, miał już na sobie płaszcz i kapelusz.
– Co słychać, Mac? Dużo roboty szykuje się na noc? – Rebus zabrał się do przeglądania papierów na biurku.
– Tego ci nie powiem, stary, ale tyle ci powiem, że za dnia był tu niezły kocioł. Masz tam list od starego.
– Naprawdę? – Rebus wydawał się zaabsorbowany innym listem, który właśnie otworzył.
– Mhm. I przygotuj się, John. Zdaje się, że chcą cię oddelegować do tych uprowadzeń. Życzę powodzenia. Dobra, to ja spadam do pubu. Chcę zdążyć na boks na BBC. Powinienem się wyrobić. – Campbell rzucił okiem na zegarek. – Taaa, mnóstwo czasu. Coś nie tak, John?
Rebus machnął w jego kierunku pustą już kopertą.
– Kto to tu przyniósł, Mac?
– Nie mam zielonego pojęcia. A co to jest?
– Kolejny list od wariata.
– Naprawdę? – Campbell zajrzał Rebusowi przez ramię i przyjrzał się kartce z tekstem napisanym na maszynie. – Wygląda jak ten sam, no nie?
